Walka o mistrzostwo Rosji w końcówce nabiera rumieńców dzięki zaległemu spotkaniu 18. kolejki. W rozgrywanym w Sankt Petersburgu hicie rundy CSKA Moskwa pokonał Zenit 3:1. Dzięki temu gracze Leonida Słuckiego wrócili do gry i zachowali szansę na tytuł.
Trudno było przed tym meczem wytypować pewniejszego kandydata do zwycięstwa. Obie drużyny znakomicie prezentowały się zarówno na krajowym podwórku, jak i w Lidze Europejskiej, będąc liderami swoich grup. Obu też w ostatnim czasie przydarzały się wpadki. CSKA w kiepskim stylu zremisował z Dynamem, a Zenit zremisował wygrany mecz z Anży oraz pechowo uległ Spartakowi. Zawodników obu drużyn nie trzeba było specjalnie motywować do dobrej gry. Wszakże stawką spotkania było mistrzostwo Rosji.

Pierwsze minuty meczu zdecydowanie należały do liderów Premier Ligi. Szczególnie aktywny w szeregach drużyny prowadzonej przez Luciano Spallettiego był Danko Lazović, który raz po raz dośrodkowywał w pole karne Igora Akinfiejewa. Po siedmiu minutach pierwszy, niecelne strzał na bramkę Jurija Żewnowa oddał Mark Gonzalez. Chwilę później świetne podanie od Danny’ego przejął Aleksandr Kierżakow. Wyprzedził on Siergieja Ignaszewicza, lecz jego uderzenie z bliskiej odległości okazało się minimalnie niecelne. Niewykorzystane sytuacje stuprocentowe lubią się mścić i to piłkarskie porzekadło sprawiło się w przypadku Zenitu. Nie minął początkowy kwadrans, a po zagraniu Keisuke Hondy Vagner Love przyjął piłkę, obrócił się, mijając Bruno Alvesa, i umieścił piłkę w siatce.
Już następna akcja mogła przynieść „Wojskowym” drugiego gola, lecz Honda trafił w obrońcę rywala. Po objęciu prowadzenia CSKA uspokoił grę, starając się kontrolować wydarzenia na boisku, nie dopuszczając rywala do głosu i czyhając na dogodne okazje do pokonania Żewnowa po raz kolejny. Wśród przyjezdnych uaktywnił się Mark Gonzalez, który w 35. minucie ucieszył kibiców z Moskwy. Antybohaterem tej sytuacji stał się białoruski golkiper Zenitu, który piłkę z linii pięciu metrów odegrał do… Vagnera. Brazylijczyk oddał futbolówkę Chilijczykowi, a ten z 16 metrów się nie pomylił.
W rewanżu szczęścia próbował Bruno Alves, lecz nie trafił. Po chwili po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Gonzalez. Piłkarz z Ameryki Południowej tym razem dośrodkowywał do Hondy, lecz futbolówka, po strzale Japończyka w długi róg pod odbiciu się od słupka, opuściła pole gry. Zenit chciał się odgryźć, lecz uniemożliwiała mu to szczelna defensywa CSKA, która dowiozła prowadzenie do końca tej części meczu.
Na początku drugiej połowy Luciano Spalletti zdecydował się na zmianę, wprowadzając Alessandro Rosinę w miejsce nie najlepiej dysponowanego Lazovicia. Niewiele jednak to wniosło do gry Zenitu. W 52. minucie, zaraz po nieudanym zagraniu w pole karne Bystrowa, stało się jasne, że „Wojskowi” tego meczu nie przegrają. Piłka trafiła do Seydou Doumbii, a ten spokojnie wyszedł sam na sam z Żewnowem, nie dając białoruskiemu bramkarzowi żadnych szans na skuteczną interwencję. Gospodarze starali się odegrać, lecz wszelkie ich próby kończyły się na kwintecie obrońców przyjezdnych.











