W ostatnich dniach jednym z najważniejszych tematów było zdobycie mistrzostwa Francji przez PSG na osiem kolejek przed końcem rozgrywek. Ligue 1 jest bardziej medialna od rozgrywek serbskiej ekstraklasy, bo mało kto zauważa, jaką przewagę nad rywalami ma w tym sezonie Crvena Zvezda z Belgradu.
Jakub Mieżejewski w swoim artykule o największych futbolowych miastach Europy napisał tak: „Wśród miast żyjących futbolem nie może zabraknąć Belgradu. W Serbii, a wcześniej Jugosławii, od lat liczyły się jedynie belgradzkie kluby, właściwie dwa, Partizan i Crvena Zvezda, które na lata zdominowały krajowe rozgrywki”. Zachęcając do przeczytania całego jakże ciekawego artykułu, zatrzymamy się w jeszcze na chwilę w Belgradzie.
Crvena Zvezda w tym roku zdominowała ligę w sposób nieporównywalny do żadnej z lig europejskich. Druga drużyna w tabeli, Borac Cacak, traci do lidera 28 punktów. O jeden punkt większą stratę ma ich odwieczny rywal – Partizan Belgrad. Tak wygląda sytuacja po 26 kolejkach (Crvena Zvezda ma jeszcze do rozegrania zaległe spotkanie).
Ze względu na specyfikę systemu rozgrywek wprawdzie wyścig o mistrzostwo nie jest jeszcze rozstrzygnięty. Przynajmniej teoretycznie. Serbska Superliga ma bowiem rozgrywki wzorowane na obecnie obowiązującym w Polsce modelu. Po 30 kolejkach nastąpi, tak jak w naszym kraju, podział punktów i dodatkowe siedem spotkań.
Crvena Zvezda zdeklasowała rywali
Patrząc jednak na przepaść punktową i formę zawodników „Czerwonej Gwiazdy”, trudno jest przypuszczać, że ktokolwiek jest im w stanie odebrać tytuł mistrzowski. Wciąż urzędujący mistrz, czyli Partizan, nie potrafił nawet wygrać na własnym stadionie historycznych 150 „Veciti derbi”. W meczu, który znaczy więcej niż mistrzostwo, mimo sprzyjających okoliczności (prowadzenie i ponad 20 minut gry w przewadze jednego zawodnika) gospodarze przegrali 1:2. Ich rywale w tym sezonie przegrali tylko dwa mecze, więc trudno przypuszczać, że nagle zaczną seryjnie tracić punkty.
https://www.youtube.com/watch?v=ksxWcyHVy9E
Ten sezon zaczął się dla graczy Miodraga Bozovica fatalnie. Szkoleniowiec, który zaczął pracę po przegranym poprzednim sezonie (w Serbii drugie miejsce dla takiego klubu jak „Czerwona Gwiazda” jest porażką), zaliczył klasyczny falstart. Oczekiwane w Belgradzie wizyty europejskich drużyn po przerwie pucharowej, spowodowanej wykluczeniem przez UEFA, nie miały okazji odwiedzić stadionu Crvenej Zvezdy. Jedynym gościem był kazachski Kajrat Ałmaty. Strzelił dwie bramki, nie stracił żadnej i gracze w czerwono-białych barwach mogli się już skupić na lidze. Efekty tego widzimy w tabeli.

Cieszyć się mogą kibice „Czerwono-białych”, martwią się jednak władze serbskiego futbolu i ci, którym na piłce w tym kraju zależy.













