Cracovia Kraków po raz kolejny, w zasadzie bez walki, oddała spotkanie wyjazdowe. Tym razem na niemocy ostatniej drużyny ligi skorzystał Ruch Chorzów, który zainkasował trzy punkty dzięki trafieniu Komaca.
Początek meczu idealnie się ułożył dla gospodarzy. Już w 13. minucie objęli prowadzenie. Fantastyczną prostopadłą piłkę z prawego skrzydła posłał Grzyb. Pasywność defensorów Cracovii wykorzystał Komac. Słoweniec popisał się ekwilibrystycznym uderzeniem, co kompletnie zaskoczyło golkipera „Pasów”.

Szybko strzelona bramka niejako ustawiła mecz. Chorzowianie cofnęli się do defensywy i wyczekiwali na ataki gości. A tych… nie było. Krakowianie grali bardzo biernie w ofensywie, przez co ani razu w pierwszej połowie nie zagrozili bramce Perdijicia. Chyba że jako zagrożenie uznamy fatalne strzały z dystansu Klicha i Ntibazonkizy.
Po zmianie stron oglądaliśmy nieco lepszą, bardziej zdeterminowaną Cracovię, jednak sama chęć zdobycia trzech punktów nie wystarczyła do ogrania Ruchu. Najlepsze sytuacje „Pasy” stworzyły sobie w 56. minucie. Najpierw będący w idealnej okazji Visnakovs trafił wprost w Perdjicia, później bramkarz chorzowian musiał się znacznie bardziej napracować. W kapitalny sposób, wyciągając się jak struna, obronił uderzenie głową Bartczaka. Za ciosem próbował pójść Suvorow, ale Perdjić znów spisał się bez zarzutu.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o Cracovię. Można (i warto) pisać za to o Ruchu, który bardzo konsekwentnie się bronił. Bohaterem końcówki spotkania mógł być Pulkowski. Skrzydłowemu chorzowian w stworzeniu sobie trzech okazji nie przeszkodziło to, że pojawił się na placu gry w 87. minucie. Najpierw jego strzał, poprzedzony 50-metrowym rajdem i efektownym dryblingiem, odbił się od Kosanovicia i trafił wprost w poprzeczkę. Chwilę potem nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Kaczmarkiem. Później zbyt długo dryblował i ostatecznie zablokowali go defensorzy Cracovii.
Najlepszą sytuację na skarcenie outsidera ligi miał za to Lisowski. Już w doliczonym czasie gry otrzymał podanie na wolne pole i pędził oko w oko z bramkarzem „Pasów”. Zachował się jednak zbyt altruistycznie i zamiast strzelać, odegrał piłkę do Zieńczuka na skrzydło. Doświadczony skrzydłowy nie miał zbyt dużego pola manewru. Uderzył, ale zrobił to niecelnie.











