W czwartej rundzie Pucharu Anglii Coventry City zmierzyło się z Birmingham City. Nie było w tym nic dziwnego jeśli nie liczyć miejsca rozgrywania spotkania. Mecz odbył się na St Andrew’s Stadium – obiekcie należącym do drużyny gości, który od zespołu z Birmingham wynajmuje Coventry City. Klub zmuszony do gry na wygnaniu, co podzieliło kibiców i tylko nasiliło nienawiść do właściciela „The Sky Blues”.Temat klubów bezdomnych w Polsce powraca niczym bumerang. Najczęściej przy okazji procesu przyznawania licencji na grę w Ekstraklasie. Stadiony niektórych z beniaminków w ostatnich latach nie spełniały nawet minimalnych wymagań. To nie przekreśliło jednak marzeń wspomnianych zespołów o grze na najwyższym poziomie w kraju. Głównie dlatego, że zainteresowani szybko znajdowali obiekt zastępczy. Grożenie degradacją szybko się wtedy kończyło, a na patologię po raz kolejny przymykano oko.
Tym sposobem Sandecja Nowy Sącz grała Niecieczy i Mielcu, a w bieżącej kampanii Raków Częstochowa gości przyjmuje w Bełchatowie. W każdym przypadku działacze szumnie zapowiadali intensywną renowację własnych obiektów lub nawet budowę nowego. Tak, na deklaracjach się kończyło.
Patologia związana z klubami grającymi domowe mecze na wyjazdach trwa jednak w najlepsze i jak się okazuje, nie jest tylko polskim problemem. Nie, w Anglii urosła nawet do większych rozmiarów. Choć dotyczy tylko Coventry City to futbol napisał scenariusz, który sprawił, że jest i śmiesznie, i smutno.
Coventry City gościem w nowym domu
Nieudane negocjacje między włodarzami klubu, angielskim funduszem hedgingowym Sisu, a właścicielem obiektu mające na celu przedłużenie wynajmu, sprawiły że Coventry City wyprowadziło się z Ricoh Areny. „The Sky Blues”, by uniknąć srogich sankcji musieli znaleźć nowe miejsce rozgrywania domowych spotkań. Na najbliższe sześć lat. Władze klubu rozważały kilka opcji, lecz ostatecznie wybrano St Andrew’s Stadium, oddalony od Ricoh Areny o ponad 30 kilometrów w sąsiednim Birmingham.
Mimo niewielkiej odległości decyzja podzieliła kibiców. Wyprowadzka z dotychczasowego obiektu została odebrana jako zamach na dziedzictwo klubu. Bardziej radykalni sympatycy Coventry City szybko zadeklarowali, że nie będą wspierać zespołu na obiekcie Birmingham City. Frekwencja na „domowych” meczach „The Sky Blues” w porównaniu do poprzedniego sezonu mocno podupadła. Nawet mimo faktu, że zespół Marka Robinsa w bieżącej kampanii ma spore szanse na awans na zaplecze Premier League. To jednak za mało dla kibiców walczących o powrót ukochanej drużyny do swojego miasta. Coventry City ma grać w Coventry.












