W pierwszym spotkaniu rozegranym w 2011 roku w ramach 1/8 finału Pucharu Włoch, Palermo na własnym obiekcie pokonało 1:0 Chievo Verona. Drużyna Delio Rossiego wyeliminowała tym samym drużynę z północno-wschodniej części Półwyspu Apenińskiego.
Spotkanie na obiekcie Renzo Barbera tak na dobra sprawę mogło emocjonować garstkę włoskich tifosi, wypełniających trybuny stadionu dopiero od dziesiątej minuty meczu. Wtedy to właśnie z narożnika boiska grę wznowili goście i po zamieszaniu w polu karnym jubilata Salvatore Sirigu wszystko skończyło się szczęśliwie dla gospodarzy. „Mussi Volanti” jednak nie załamywali rąk. Sprawy w swoje nogi postanowił dwie minuty później wsiąść Michele Marcolini, jednak na posterunku ponownie był Sirigu. Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa i jeszcze bardziej niebezpieczna. Pod koniec pierwszego kwadransu gry arbiter Andrea De Marco podyktował rzut wolny dla gospodarzy. Do piłki podszedł Fabrizio Miccoli, który dośrodkował wprost na głowę nowego nabytku Palermo, sprowadzonego za 200 tyś. euro z Mariboru, Sinisy Andjelkovicia. Piłka jednak po jego strzale nie poleciała w światło bramki. Wynik nie uległ zmianie.

Pierwsze spotkanie w nowym roku w ramach Coppa Italia miało przebieg wyrównany. 20. minuta gry przyniosła kolejne mocniejsze bicie serca kibiców. Akcję po stronie Sycylijczyków rozpoczął wyśmienitym dośrodkowaniem Fabio Liverani, obsługując Josipa Ilicicia. Stojąc przed doskonałą szansą na zdobycie prowadzenia, zawodnik ostatecznie nie trafił w bramkę strzeżona przez 36-letniego Lorenzo Squizziego. Goście widząc iż gospodarze nabrali rezonu w ofensywie zainicjowali także ładny atak. W roli głównej wystąpił sprowadzony przed sezonem z Piacenzy, Pablo Granoche. I jego strzał z trudem co prawda, ale jednak wybronił Sirigu. Chwilę później dość nieoczekiwanie przed szansą na zdobycie gola stanął Cesare Bovo. Zawodnik trafiony futbolówką mógł przez kompletny przypadek wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, lecz piłka o centymetry minęła prawy słupek bramki golkipera gości. Mimo sytuacji z obu stron pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Druga odsłona od początku przysporzyła wiele powodów do niepokoju szkoleniowcowi Stefano Pioliemu. Pierwszy grymas niezadowolenia po stronie kibiców gospodarzy mógł się ujawnić po strzale kapitana Palermo, Fabrizio Miccoliego. Futbolówka po jego precyzyjnym strzale wylądowała tylko na poprzeczce bramki i piłkarzom gości spadł kamień z serca. Kolejnym pechowcem wśród Sycylijczyków był wspomniany Cesare Bovo. Tym razem obrońca Palermo poszedł w ślad za swoim kolegą z drużyny i trafił w słupek. To nie był jednak koniec natarcia w wykonaniu podopiecznych Delio Rossiego. W 61. minucie kapitalne podanie świetnie czującego się na boisku podczas wtorkowego popołudnia Miccoliego, zmarnował Pajtim Kasami. Pomocnik „Rosanero” będąc praktycznie oko w oko z pustą bramką pogubił się w polu karnym.











