Connor Wickham i jego droga przez mękę


Ostatnie lata napastnika "Orłów" były istną mordęgą. Connor Wickham został niemal zniszczony przez kontuzje

8 stycznia 2020 Connor Wickham i jego droga przez mękę
www.planetfootball.com/

Historia 26-letniego Anglika zdecydowanie nie należy do tych, które nazywamy drogą usłaną różami. I co prawda tytułowy bohater na najwyższym poziomie sportowym utrzymuje się od dekady, jednak jej ostatnie lata mogłyby się równie dobrze nie wydarzyć. Connor Wickham zniknął bowiem z futbolowego radaru na prawie trzy lata. Okrutny los raz po raz zsyłał mu kłody pod nogi, by nie powiedzieć: rozżarzone węgle.


Udostępnij na Udostępnij na

Mimo wszelkich przeciwności na przestrzeni wielu miesięcy były piłkarz Sunderlandu nigdy nie spadł na samo dno. Torpedowały go mniej lub bardziej poważne urazy, ale Crystal Palace zawsze wyciągało do niego pomocną dłoń. Bo kiedy tylko Wickham wracał (na moment) do pełni zdrowia, mógł liczyć na szansę w postaci występów na murawie. Z pewnością wielki udział miał w tym charakter piłkarza, który być może uratuje mu karierę na dłużej niż kilka miesięcy. Anglik znów wrócił do gry, tylko pytanie: na ile?

Orzeł z podciętym skrzydłem

Napastnik „Orłów” jest podręcznikowym przykładem na to, że nawet po przeżyciu zerwanych więzadeł krzyżowych można wrócić na najwyższe obroty. Ten feralny moment przypadł na dzień 27 listopada 2016 roku. Dzień, który okazał się istnym koszmarem i nakreślił dalszą, niespokojną przyszłość. Connor Wickham w wyniku jednego z najgroźniejszych urazów dla sportowców stracił aż półtora roku kariery. A jakby tego było mało, od momentu transferu do Crystal Palace w 2015 roku (za 9 mln funtów) kartoteka urazów Anglika w sposób niepokojący urosła do niebotycznych rozmiarów.

Teraz jest taki okres, w którym mogę spojrzeć wstecz na drogę, którą przebyłem. Na jej drugi koniec. To były najgorsze momenty w moim życiu w sensie piłkarskim. Ale z innej strony jest to coś, na czym mogę zbudować swoją pewność siebie. Do tego wiem, że mam w sobie ogromne pokłady motywacji, żeby iść do przodu.Connor Wickham (dla Independent, 6 stycznia 2020 roku)

Kolejno uraz mięśnia łydki, naciągnięcie ścięgien mięśni strzałkowych, zerwanie więzadeł krzyżowych, nadwyrężenie pachwiny… Mówiąc krótko, sztab medyczny klubu miał co robić w okresie zaledwie czterech sezonów. Przerażający jest również fakt, że Connor Wickham stracił tylko w wyniku samych urazów (na przestrzeni lat 2015-2018) ponad dwa lata i ok. 100 meczów do rozegrania. Rok 2019 nie był pod tym względem lepszy, bo widmo wcześniej trapiących kontuzji (nawet tych sprzed wielu lat) odzywało się w najmniej odpowiednich momentach. Jak choćby na początku sezonu 2019/2020 (11 straconych kolejek Premier League).

W pewnym sensie wychowanek Reading FC stał się ofiarą zamkniętego koła. Lub – metaforyzując – zaginął w czeluściach słynnego Trójkąta Bermudzkiego bez najmniejszych szans na wykaraskanie się z poważnych opresji. Wickham już w młodym wieku stał się piłkarzem podatnym na (głównie) urazy mięśniowe, co z jednej strony może wzmocnić zawodnika jako człowieka i zahartować w nim nieustępliwość, ale z drugiej skraca czas kariery i potencjalne osiągi. Od dłuższego czasu nawet kibice „Orłów” (ich większość) zaczęli spoglądać na swojego napastnika jak na zbędny balast.

Angielski portal Read Everything (a konkretnie dział poświęcony Crystal Palace) stworzył ankietę z zapytaniem, czy Connor Wickham powinien zostać sprzedany. Odpowiedź czytelników była niemal jednogłośna – 85% na tak, 15% na nie.

Krytykowany za kruchość, zapomniany za gole

Każdą informację o absencji napastnika Crystal Palace kibice przyjmują z dużą frustracją. Główny ogień krytyki spada na fakt, że piłkarz otrzymuje pieniądze z kontraktu za tzw. martwy okres bez gry, a jak wiadomo, nikt nie przepada za obecnością w klubie piłkarza, który częściej chodzi po szpitalu niż murawie. Czy takie zarzuty są słuszne? Cóż, z jednej strony trudno się im dziwić, ale z drugiej warto spojrzeć na przypadek Wickhama nieco szerzej. Bo tak się składa, że napastnik „Orłów” nie jest jedynym napastnikiem w Premier League, który w ostatnich latach przeżywał trudny okres z powodu kontuzji.

Bratnią duszą Connora mógłby być nie kto inny jak Danny Ings (o nim artykuł tutaj), który całkiem niedawno spędził na szpitalnym łóżku około 600 dni m.in. z tego samego powodu, co Wickham, czyli zerwania więzadeł krzyżowych. Gdzie jest dzisiaj Danny Ings po wylizaniu wszelkich ran z przeszłości? Na podium najlepszych strzelców obecnego sezonu Premier League. Jaki płynie z tego morał? Że piłkarza po trudnych przejściach warto obdarzyć kredytem zaufania. Niektórzy chyba – a może nawet na pewno – zapomnieli, że co jak co, ale były reprezentant Anglii U-21 (17 meczów, 6 goli) bramki strzelać potrafi.

iGol.pl

I może nie w hurtowych ilościach, ale jednak. Connor Wickham miewał takie okresy w swojej karierze, gdy na przestrzeni kilkunastu kolejek ligowych notował osiągi w granicach połowy bramki na mecz (w Shieffeld Wednesday). Ale nawet wtedy, jak cień, podążały za nim bardziej lub mniej poważne urazy, z których szczególnie te drugie potrafiły złośliwie wybijać z rytmu. To spowodowało, że za każdym razem, kiedy piłkarz z hrabstwa Herefordshire wychodzi na boisko, sztab medyczny klubu drży. Dość powiedzieć, że angielski napastnik rozegrał tylko jeden pełny sezon na poziomie seniorskim bez żadnego urazu (Sunderland, sezon 2014/2015).

Nowy Rok, nowy Connor Wickham?

Dzisiaj można by w sposób proroczy zapowiedzieć, że wszystkie znaki na niebie wskazują Wickhamowi lepszą przyszłość. Swoiste światełko w tunelu, które pojawiło się wraz z dniem otwierającym rok 2020. Wówczas 26-latek w meczu przeciwko Norwich City strzelił swoją pierwszą bramkę w Premier League od 2016 roku. Minął zatem szmat czasu pod znakiem cierpień i rozczarowań, jednak, jak to mówią, to już było i być może nie wróci więcej.

Angielski napastnik ma na swoim koncie dopiero 26 wiosen i wbrew pozorom ekipie z Londynu może być bardzo potrzebny. Christian Benteke wciąż nie potrafi zerwać metki transferowego niewypału, a Jordan Ayew bywa przy swoim niezłym dorobku strzeleckim nieregularny, co oznacza, że trzeci gracz na tej pozycji w hierarchii nie powinien składać broni. A nuż los przyniesie Connorowi takie wiatry, dzięki którym wcześniej wspomniany strzelec Southampton poszybował na szczyt. Do tego wystarczy tylko nadzieja, że zamiast rozżarzonych węgli na drodze pojawią się róże.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski