Nadal niepewna jest przyszłość Javiera Hernandeza. Meksykanin poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w Realu Madryt i liczył na to, że pozostanie tam na dłużej. Hiszpański klub nie zdecydował się go jednak wykupić i „Chicharito” prawdopodobnie pozostanie w Manchesterze. Czy pogodzi się z rolą rezerwowego?

Javier „Chicharito” Hernandez Balcazar został sprowadzony na Old Trafford w kwietniu 2010 roku z Chivas Guadalajara za około 10 milionów euro. Stało się to jeszcze za panowania sir Alexa Fergusona. Już w swoim debiucie trafił do bramki w meczu z gwiazdami MLS. Kilka dni później strzelił także w swoim pierwszym oficjalnym występie w barwach Manchesteru United w meczu o Tarczę Wspólnoty przeciwko Chelsea Londyn i bardzo szybko stał się ulubieńcem kibiców. Pomimo dobrej gry i wielu strzelonych bramek reprezentant Meksyku nigdy na dobre nie wskoczył do pierwszej jedenastki „Czerwonych Diabłów”.
W związku z przyjściem do klubu Radamela Falcao Hernandez stał się dopiero czwartym napastnikiem w hierarchii Louisa van Gaala i jego szanse na grę stały się marne. Javier postanowił więc spróbować swoich sił w innym klubie. Nie musiał się długo zastanawiać, gdy ofertę złożył Real Madryt i 26-latek został wypożyczony na rok. Z racji tego, że „Chicharito” posługuje się językiem hiszpańskim, aklimatyzacja w stolicy Hiszpanii trudna nie była. Niestety niełatwo mu było wygryźć ze składu Karima Benzemę i tam również przez większość sezonu musiał zadowalać się rolą rezerwowego. – Byłem bardziej niż zdołowany, czułem frustrację, bo chciałem pomóc drużynie. Zacząłem wątpić, że mam wystarczający talent i że zasługuję, by grać dla Realu Madryt. Wspierała mnie wtedy rodzina – opowiadał piłkarz.
Urodzony w Guadalajara napastnik skorzystał jednak z kontuzji Francuza oraz Garetha Bale’a i wskoczył do składu „Los Blancos”. Kiedy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zdobył gola na wagę awansu przeciwko Atletico Madryt, Javier Hernandez był na ustach wszystkich i, podobnie jak w Anglii, stał się pupilem fanów „Królewskich”. Później potrafił strzelić jeszcze kilka ligowych bramek, dzięki czemu głośno zrobiło się o dłuższym pobycie w zespole „Królewskich”. Niestety hiszpański klub nie zdecydował się skorzystać z opcji wykupu i snajper wrócił do Anglii. Jego końcowy bilans to: 35 spotkań, dziewięć bramek i dziewięć asyst. Statystyki te co prawda nie zachwycają, ale zważając na fakt, że Meksykanin częściej wchodził z ławki, te liczby wcale nie są złe.
https://www.youtube.com/watch?v=hEd4PgIo3X4
Podczas pobytu Hernandeza w Hiszpanii okazało się, że Radamel Falcao był transferowym niewypałem. Kolumbijczyk w 26 meczach zdobył zaledwie cztery bramki (a ileż to ich napsuł!) i bardzo szybko wyleciał z klubu z North West England. Dodatkowo z tureckim Fenerbahce związał się Robin van Persie i jedynym snajperem w United został Wayne Rooney. Pozycja Anglika jest oczywiście niepodważalna, ale o grę będzie z pewnością dużo łatwiej, gdy innych napastników w kadrze brak. Sam Louis van Gaal zrozumiał niedawno, że jeśli chce walczyć o najwyższe cele, to musi mieć w zanadrzu jeszcze jakiegoś strzelca, bo gdyby Rooney złapał kontuzję lub osiągnął nadmierną liczbę kartek, to Holender pozostanie na lodzie. – – mówi 64-latek.












