Ekipa BVB od początku sezonu świetnie spisuje się w rozgrywkach ligowych, na 24 możliwe punkty zdobyła 19, plasuje się na pierwszym miejscu, dwa oczka przed Bayernem Monachium. Do tego należy przypomnieć, że w ośmiu meczach straciła pięć bramek, natomiast strzeliła aż 23.
Pierwszą bramkę Borussia Dortmund straciła dopiero w piątej kolejce, wtedy na własnym stadionie podejmowała Borussię Moenchengladbach (6:1), a kiedy Stindl wpakował piłkę do bramki Romana Burkiego, cały zespół czuł się, jakby to był gol dający zwycięstwo „Źrebakom”. Siedem kolejek z rzędu nie zanotowali goryczy porażki, lecz podczas ostatniego sobotniego meczu z RB Lipsk podopieczni Petera Bosza niespodziewanie, po ponad dwóch i pół latach, 41 spotkaniach ligowych na Signal Iduna Park bez porażki przegrali z wicemistrzem Niemiec 3:2.
Mało kto mógł się spodziewać takich wyników BVB już na początku sezonu. Przecież latem stracili jednego z najważniejszych zawodników, Ousmane’a Dembelego, który przeniósł się do FC Barcelona, a do tego klub niezbyt dobrze spisywał się w przedsezonowych sparingach. Należy ich tylko pochwalić za wysokie zwycięstwo z AC Milan 4:1.
Jednak nie tak kolorowo, ale praktycznie czarno-biało jest w fazie grupowej Ligi Mistrzów, w której zdobywcy Pucharu Niemiec trafili do grupy śmierci z Realem Madryt, Tottenhamem Hotspur i APOEL-em Nikozja, który, jak widać po wczorajszym spotkaniu, nie odstaje pod względem sportowym od Borussii. Zespół z Dortmundu nie zadowolił się jeszcze ani razu trzema punktami. W pierwszej rundzie zdobył tylko jeden punkt, przegrał z „Królewskimi” i „Spurs”, natomiast kiedy miał dobrą sytuację, by nadgonić czołówkę, to niespodziewanie zremisował z APOEL-em 1:1.
Z początkiem sezonu wychwalano holenderskiego szkoleniowca, jaki to jest fantastyczny, a jego taktyka w stu procentach pasuje do zespołu. Jednak BVB nie wygrało żadnego meczu z dobrym rywalem, do wyjątków należy imienniczka z Gladbach. Trzeci zespół Bundesligi wygrywał wysoko z rywalami z niższej półki czy ligowymi średniakami i na takie zespoły taktyka Bosza jest najlepsza. Wysoki pressing, szybki odbiór piłki w tzw. trzy sekundy, bardzo wysokie ustawienie zespołu z linią obrony na połowie rywala i bramkarzem na 25. metrze. Lecz taka taktyka na czołowe kluby jest za bardzo odważna i to z powodu zbyt wysokiego ustawienia pierwszej linii Borussia traciła bramki. Ustawienie bazuje przede wszystkim na trzech pomocnikach, którzy są odpowiedzialni za szybkie rozgrywanie piłki, lecz, jak już przekonał się Bosz, zawodnicy typu Castro do tej taktyki się nie nadają, ponieważ zbyt długo rozgrywają i często podają do tyłu.
53-latek podobnie jak w Ajaksie Amsterdam również bazuje na młodych lub nowych zawodnikach, czego przykładem są skrzydłowi (Yarmolenko i Philipp), którzy muszą się w pełni zaaklimatyzować, a w linii obrony trener jest zmuszany do roszad ze względu na kontuzje. Szczególnie w tym sezonie ucierpiała lewa strona obrony, lecz dzięki szerokiej kadrze BVB Peter Bosz ma wielkie pole manewru, a kontuzjowani zawodnicy powoli wracają na boisko (Schmelzer i Guerreiro będą gotowi już zagrać w sobotnim starciu z Eintrachtem Frankfurt).









