Nie ma chyba w Bundeslidze drugiej takiej drużyny, do której gry w tym sezonie można mieć ambiwalentne odczucia, jak Bayer Leverkusen. Prawdziwą wartość „Aptekarzy” miały sprawdzić starcia z Bayernem i Borussią M’Gladbach.
Zacznijmy jednak od drugiego meczu, w którym Wolfsburg zmierzył się z Paderborn. Bohaterów było trzech: Gräfe, Dost i Kruse. Pierwsi dwaj zasłużyli na „6”, a bramkarz gości na „1”, w skali niemieckiej oczywiście. Sędzia tego spotkania najpierw podyktował wątpliwy rzut karny dla „Wilków” (który swoją drogą wybronił Kruse), potem nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Dosta, by po przerwie podyktować równie kontrowersyjną „jedenastkę” dla Paderborn. Odgwizdywanie dziwnych fauli w środku pola i nieprawidłowych spalonych przemilczymy.
Dost zagrał dziś za Olicia i zaczął nieźle: wywalczył karnego i strzelił gola. Problem w tym, że po żadnym z tych zagrań liczba bramek na koncie Wolfsburga się nie zwiększyła. Potem było już tylko gorzej. Pierwszą „setkę” zmarnował, strzelając wprost w Krusego, drugą – gubiąc piłkę w polu karnym. Po przerwie dwa razy uderzał piłkę głową z dwóch metrów i dwukrotnie za słabo, by pokonać bramkarza Paderborn. Olić zapewne załadowałby w tym meczu hat-tricka, więc nic dziwnego, że Holender schodząc z boiska, kopał co popadnie.
Choć Kruse w kilku sytuacjach miał wiele szczęścia, to za obronionego karnego i interwencje w drugiej połowie należą mu się brawa. To głównie dzięki niemu Paderborn sprawiło niespodziankę, urywając punkty wiceliderowi Bundesligi. Tym bardziej w brodę pluć mogą sobie piłkarze Bayeru i M’Gladbach, którzy nie odrobili straty do „Wilków”.
***
Po przyjściu w lecie Roger Schmidt szybko zaprowadził swoje porządki – Bayer ma grać szybko, ofensywnie, strzelać dużo goli i atakować rywali na ich połowie. Nowe założenia taktyczne sprawdzały się przede wszystkim na początku sezonu, kiedy to Leverkusen zdobywało bardzo dużo punktów. Po kilku kolejkach rywale „nauczyli się” gry „Aptekarzy” i ci wpadli w dołek. Zaciął się Kiessling, osłabiona brakiem Topraka i Jedvaja defensywa nie spisywała się tak dobrze. Jednocześnie w mediach niemieckich można było zauważyć zależność: jeśli Bayer wygrywał, to Schmidt był wirtuozem trenerki, a jego taktyka genialna, a w wypadku przegranej przedstawiano go jako nieudacznika.
W związku z tym dwa mecze z mocnymi rywalami miały pokazać, w jakim miejscu jest jego zespół. Z Bayernem, choć przegrali, to zaprezentowali się bardzo dobrze. Dlatego wszyscy kibice Bundesligi ostrzyli sobie zęby na ich starcie z Gladbach, które również zagroziło „Bawarczykom”. Lucien Favre nastawił swój zespół tak samo, jak na spotkanie przeciwko ekipie Guardioli. „Źrebaki”, przynajmniej w pierwszej połowie, starały się odpierać ataki Bayeru na swojej części boiska i groźnie kontrować, co już na początku meczu mogło przynieść efekt, gdyby Herrmann był skuteczniejszy. Z kolei piłkarze Leverkusen wyraźnie zdominowali swoich rywali, ale niewiele konkretów z tego wynikało. Oprócz jednej akcji i świetnego uderzenia Calhanoglu, który zdobył kolejnego pięknego gola. Całość rozpoczęła się od wybicia Leno i zgrania Kiesslinga, co było bardzo częstym sposobem wyprowadzania ataków przez Bayer. Zresztą snajper i były król strzelców ligi był jednym z najlepszych piłkarzy tego spotkania.









