Manchester City po raz kolejny udowadnia mistrzowskie aspiracje. Podopieczni Roberto Manciniego bez żadnych problemów uporali się mocnym Wigan. W zupełnie odmiennych nastrojach są kibice Liverpoolu. „The Reds” przegrali mecz na własne życzenie i wypadają poza pierwszą czwórkę Premiership kosztem… Stoke.
Stoke – Liverpool
Po trzech kolejkach „The Reds” mieli na koncie siedem punktów i bardzo dobre humory. Drużyna prowadzona przez Kenny’ego Dalglisha grała ładnie, z pomysłem i co najważniejsze – była skuteczna (sześć goli). Jednak ostatnie podróże Liverpoolu do Stoke, miasta słynącego z wyrobów ceramicznych, przypominały taniec słonia w składzie porcelany. Liverpool od 2008 roku nie zdobył Britannia Stadium i to nie ulegnie zmianie, do co najmniej 2012 roku.
Bez wątpienia najlepszym graczem tego meczu był bramkarz Stoke – Asmir Begovic. 23-letni Bośniak wielokrotnie obronił swój zespół przed utratą bramki. Sytuacje seryjnie marnował Luis Suarez, a dłużny nie pozostał jeden z najsłabszych na boisku – Jordan Henderson. W tym meczu zawiedli ci, którzy stanowili o sile Liverpoolu w ostatnich tygodniach. Występ Charliego Adama warto przemilczeć, tak samo jak Jamiego Carraghera. Dzisiaj na „The Reds” wystarczył dzień konia w wykonaniu Begovicia i duetu środkowych obrońców Shawcross-Upson.
Jedynego gola w 20. minucie strzelił z wątpliwego rzutu karnego Jonathan Walters.

Everton – Aston Villa
Everton od 2006 roku nie wygrał sobotniego meczu w Premiership. Ten wyszukany rekord jest nadal aktualny po remisie z Aston Villą. Przed tym spotkaniem taki wynik można było stawiać w ciemno, jeśli spojrzało się na statystyki bezpośredniej rywalizacji drużyn prowadzonych przez Davida Moyesa i Aleksa McLeisha. Dotychczas szkoleniowcy spotkali się ze sobą sześciokrotnie, z czego cztery razy padł remis.
Tradycja została podtrzymana i obaj panowie znów podzielili się punktami. Jednak wynik 2:2 nie powinien zadowolić zwłaszcza Moyesa. Everton przeważał przez większą część meczu i decydującego o remisie gola stracił dopiero w 83. minucie. Ostatni cios gospodarzom zadał Gabriel Abonlahor po podaniu Marca Albrightona. Wcześniej na listę strzelców wpisali się Leon Osman i Leighton Baines (karny) i Stilian Petrov z Aston Villi.
Everton, tak jak rywal zza miedzy, może pluć sobie w brodę, bo jeden punkt to dla „The Toffees” zdecydowanie za mało.
Wigan – Manchester City
Drużyna prowadzona przez Roberto Martineza daje swoim fanom dużo radości. Jak dotąd „The Latics” nie przegrali żadnego meczu i z pięcioma oczkami okupują ósmą lokatę. Do meczu z Manchesterem City podeszli bez żadnych zahamowań i strachu przed zdecydowanie bardziej utalentowanym rywalem. Nawet jeśli „The Citizens” w trzech meczach strzelili aż 12 goli, tracąc przy tym tylko jednego.