Nie ma obecnie na Wyspach trenera, który budzi tak skrajnie różne emocje jak Ole Gunnar Solskjaer. Jedni widzą w nim szkoleniowca na lata, drudzy podważają umiejętności Norwega i domagają się natychmiastowego zwolnienia. Pozycja 47-latka w klubie nie należy do najpewniejszych, jednak „Baby-Face Killer” nie musi też drżeć o swoją posadę.
Zaznaczę już na samym wstępie, że nie będę podejmował się oceny dokonań Solskjaera na stanowisku trenera United. Po półtora roku tak naprawdę trudno wyciągnąć jakiekolwiek sensowne wnioski z dotychczasowej pracy Norwega. Gdy drużyna przegrywała mecz za meczem i wszyscy eksperci jednogłośnie twierdzili, że 47-latek straci pracę, to nagle wszystko obracało się o 180 stopni. „Czerwone Diabły” notowały wówczas imponującą serię zwycięstw, i to w naprawdę dobrym stylu.
Początek tego sezonu w wykonaniu drużyny z „Teatru Marzeń” idealnie wpisuje się w powyższy scenariusz. Pierwsze spotkania w wykonaniu United wyglądały naprawdę źle, żeby nie powiedzieć tragicznie. Efektem słabej postawy podopiecznych Solskjaera był blamaż aż 1:6 z Tottenhamem. Wielu ekspertów uważało wówczas, że dni Norwega w klubie są już policzone, a wtorkowe starcie w Lidze Mistrzów z PSG będzie ostatnim pod wodzą 47-latka. Jak się to skończyło, wszyscy doskonale wiemy. Finalista ubiegłej edycji Champions League musiał uznać wyższość „Czerwonych Diabłów”, i to na własnym stadionie.
Solskjaer niesamowicie podzielił sympatyków United. Jedni chcą dać Norwegowi więcej czasu, drudzy domagają się natychmiastowego zwolnienia. Nie chcę wpisywać się tutaj w żadną narrację. Chciałbym jednak udowodnić, że zarówno jedna, jak i druga strona mają naprawdę sporo racji.
„Baby-Face Killer”
Pod koniec 2018 roku Solskjaer został ogłoszony tymczasowym menedżerem Manchesteru United. Norweg nie posiadał wówczas bogatego dorobku w swoim trenerskim CV. Mimo to włodarze „Czerwonych Diabłów” zdecydowali się dać szansę 47-latkowi. Trzeba przyznać, że był to naprawdę odważny ruch. Zarządowi klubu zależało jednak, żeby zespół prowadziła osoba, która wcześniej związana była z drużyną z Old Trafford. Ktoś, kto zaszczepi na nowo „DNA klubu”. Odbudowanie tożsamości pozostawało zatem głównym celem Solskjaera. United kojarzono wtedy jako zespół, który jest zlepkiem gwiazd, bez większego charakteru. Po przyjściu Norwega to się zmieniło. Klub opuścili m.in. Romelu Lukaku i Alexis Sanchez. – Wolę mieć lukę w składzie niż dupka w zespole. Uważam, że w obecnej grupie, jaką mam do dyspozycji, nie ma żadnego zgniłego jabłka – wspomina 47-latek w rozmowie z magazynem „United We Stand”.











