Adam Nawałka na gorąco nie chciał oceniać, ale od meczu z Grecją minęło już kilkanaście godzin, więc wreszcie można przygasić pewien entuzjazm, który zapanował po dobrym sezonie Karola Linettego.
Obejrzałem wiele spotkań Lecha Poznań w tym sezonie i rzeczywiście, młody reprezentant Polski prezentował się bardzo dobrze. Ale umówmy się, że na tle zawodników, którzy tylko z nazwy są zawodowymi piłkarzami. Prawdziwym wyznacznikiem potencjału gracza Lecha Poznań miały być mecze na arenie międzynarodowej. Pierwszy poważny sprawdzian dostał we wtorkowy wieczór z Grecją. I mówiąc kolokwialnie: nie pykło.
Patrząc na grę Linettego z Grecją, wypada chyba się cieszyć, że jednak Nawałka i jego sztab nie oddelegowali go do pierwszego składu na mecz z Gruzją. Możliwe że widok pełnego Stadionu Narodowego i ranga spotkania podcięłyby lechitę jeszcze bardziej. Znajdą się tacy, co staną w obronie tego zawodnika, że młody, nieokrzesany, niedoświadczony. Co jeszcze można przeczytać? A ja napiszę wielkie NIE. Albo piłkarz jest gotowy na grę dla reprezentacji od pierwszych minut, albo po prostu się nie nadaje. Jeszcze, teraz lub dopiero będzie się nadawał. Niewątpliwie Karol Linetty to talent pierwszej wody, ale samo bycie talentem nie zapewni nam punktów w eliminacjach, a Lechowi awansu do Ligi Mistrzów.
A właśnie meczom „Kolejorza” będę przyglądał się ze sporą uwagą, zwłaszcza w kontekście Linettego. Skoro tyle dobrego się o nim mówi i pisze, to niech udowodni swoją wartość i niech ciągnie tego Lecha do Ligi Mistrzów. A co jeśli ze średniakami z Azerbejdżanu lub Kazachstanu zacznie grać jak w meczu z Grecją? Jedno dobre zagranie będzie przeplatane pięcioma beznadziejnymi, wtedy Skorża będzie rzucał bluzgami, kibice będą gwizdać, a Lech oddali się od tych elitarnych rozgrywek.
A już ruch w stronę zagranicznego klubu to będzie decyzja fatalna. Z fusów wróżyć nie trzeba, że aby regularnie zaczął grać w klubie z jednej z najsilniejszych lig w Europie, niejeden kwiat uschnie. A katastrofie ekologicznej wypadałoby zapobiec. Jak? Niech no np. zazna smaku ekstraklasy. Był taki zawodnik, który po jednym (pierwszym) dobrym sezonie opuścił naszą ligę, a w późniejszym czasie i do dziś błąka się po rezerwach w Benfice Lizbona. Niech spojrzy na najbliższy i najlepszy dla niego autorytet. Zanim Robert Lewandowski zdecydował się na wyjazd za granicę, był niekwestionowaną gwiazdą ligi, królem strzelców i mistrzem Polski. Dobrze poprowadzona kariera to klucz do wielu sukcesów.











