W niezwykle interesującym meczu towarzyskim rozgrywanym w Stanach Zjednoczonych londyńska Chelsea zremisowała z Paris Saint-Germain. Zdecydowaną przewagę PSG w pierwszej połowie udokumentował Nene, straty dla „The Blues” odrobił zaś Lucas Piazon.
W najciekawszym jak dotąd meczu sparingowym tego presezonu Chelsea Londyn zmierzyła się w Stanach Zjednoczonych z naszpikowanym gwiazdami PSG. Szkoleniowiec londyńskiej ekipy w spotkaniu tym na przodzie wystawił trzech młodych zawodników, którzy mają coś do udowodnienia przed startem nowych rozgrywek – Kakuta, De Bruyne i Lukaku. Ponadto kolejny mecz rozgrywał Hazard. Z kolei Ancelotii do rywalizacji ze swym byłym klubem desygnował wszystko, co na tę chwilę miał najlepszego, a wśród tego jedno z gorętszych nowych nazwisk – Lavezziego. Dwójka z Milanu w tym meczu jeszcze się nie pokazała.
Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęła drużyna z Paryża, która kontrolowała przebieg gry dobrym rozegraniem. Dzięki temu spokojowi, a także nerwowości, która wkradła się w szeregi obronne Chelsea, PSG znakomitą okazję miało już w 3. minucie. Świetnego dogrania w sytuacji sam na sam nie wykorzystał jednak nowy zakup szejków, Lavezzi. W kolejnej akcji były gracz Napoli był bliski wywalczenia „jedenastki”, ale zamiast tego arbiter słusznie upomniał go żółtą kartką. Po dwudziestu minutach gry na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis. Zdecydowanie bliżej do gola było paryżanom, wśród których błyszczał Lavezzi, jednak ani on, ani Nene, próbujący w 19. minucie, nie potrafili dobrze się wstrzelić. Po pół godzinie gry ataki PSG w końcu dały efekt! Tym razem naporem Francuzów pokierował Pastore, który ośmieszył w polu karnym trzech obrońców i trafił w słupek, a skutecznie na pustą bramkę dobił już Nene. W kolejnych fragmentach gry Paris Saint-Germain zdecydowanie odpuściło, mając już jedną bramkę w zanadrzu, za to bardziej już na bramce zaczynać zależało londyńczykom. Do wyrównania była jednak daleka droga, bo Chelsea nie prezentowała się najlepiej w ofensywie, stąd do końca pierwszej połowy utrzymało się jednobramkowe prowadzenie Francuzów.
Po przerwie w składzie Chelsea pojawiło się kilka nowych twarzy. Na boisku zameldowali się między innymi Essien oraz nowy piłkarz „The Blues”, Marin. Ancelotti z kolei zdecydował się na sprawdzenie kolejnego nabytku, Varrettiego. Zmiany te dodały londyńczykom większej świeżości i płynności w grze, ale wciąż ani ruszyły wyniku. Najjaśniejszym punktem Chelsea w ofensywie pozostawał Hazard, który przeprowadził ładny rajd w 56. minucie, ale Belgowi cały czas brakowało wykończenia. Po upływie godziny na boisku pojawili się kolejni zawodnicy, którzy mieli pomóc londyńczykom w odrabianiu strat – Malouda, Lucas Piazon, a w obronie też Terry oraz Cole. Młody Brazylijczyk starał się pokazać z dobrej strony, jednak we wszystkich jego próbach brakowało trochę dokładności, tak jak zresztą i całej jego drużynie. W 72. minucie znakomitą akcję przeprowadził Marin, który jak się wydawało, w końcowej fazie był faulowany, ale sędzia nie zareagował wskazaniem na wapno. Zawodnicy Chelsea, starający się o wyrównanie przez całą połowę, w końcu dopięli swego na dziesięć minut przed końcem. Świetną akcję zrobił Piazon, który po klepce z Ramiresem z 10. metra skierował piłkę tuż przy słupku bramki paryżan. Kilka minut później „The Blues” mogli nawet wyjść na prowadzenie, ale po dobrym przyjęciu z pięciu metrów do bramki piłki nie potrafił skierować Malouda. Jeszcze lepiej odpowiedzieli paryżanie. Najpierw mocno uderzał Pastore, co z trudem wybronił Turnbull, a potem dobijał jeszcze Hoarau, ale ten strzał bramkarz Chelsea obronił… siedząc. Ostatecznie nikt kolejnej bramki już nie zdobył, dlatego obie drużyny musiały zadowolić się remisem.










