Drużyna Charleroi, obecny lider belgijskiej Eerste Klasse A w bieżącym sezonie nie przegrał żadnego spotkania. Po siedmiu rozegranych meczach ma na swoim koncie 6 zwycięstw i 1 remis. Jednak zamiast belgijskich rywali tym razem stanął na przeciw Lecha Poznań. Faworytem drużyna z Poznania nie była, a szansę były rozkładane sześćdziesiąt do czterdziestu dla Belgów. Jednak pierwsze minuty spotkania pokazały nam, że może być zupełnie odwrotnie.
W Lechu zabrakło Sykory, więc trener Żuraw musiał trochę zmienić ustawienie. Szansę po raz pierwszy od początku spotkania dostał Kravets. Na skrzydło w miejsce Sykory wystawiony został Puchacz. Poza tym jednak Lech Poznań na spotkanie w Belgii wyszedł tak samo jak ostatnio przeciwko Apollonowi.
RSC Charleroi prowadzone przez Karima Belhocine zagrało tak samo jak przeciwko Partizanowi Belgrad. Zmienieni zostali grając w meczu przeciwko Mouscron Gillet i Diagne.
Dobry początek
Zawodnicy z Poznania zaczęli mecz pokazując, że to oni są w tym meczu lepsi. To zawodnicy Kolejorza prowadzili grę i rozgrywali piłkę między sobą. Dobrze od pierwszych minut prezentował się Pedro Tiba oraz Dani Ramirez. Po całej drużynie z Poznania widać było, że dobrze weszła w spotkanie i emocje związane z możliwym awansem nie biorą nad nimi góry.
Na początku pierwszej połowy w polu karnym po kilku minutach upadł Ishak. Wydawał się, że sędzia podyktuje rzut karny, ale jednak nie podjął takiej decyzji. Kilka minut później, miejsce miała sytuacja gdy przed polem karnym wywrócił się Dani Ramirez i widać było, że rywal prawie zdjął mu but. W tej sytuacji sporną kwestią było to czy hiszpański zawodnik Lecha był w polu karnym, ale na pewno był faulowany. Sędzia uznał jednak, że Ramirez symulował i pokazał mu żółtą kartkę.











