Nieudany był ten sezon dla piłkarzy PGE GKS-u Bełchatów. Wicemistrzowie Polski z 2007 roku po czterech latach kończą rozgrywki na dziesiątej pozycji. O podsumowanie zakończonych niedawno rozgrywek poprosiliśmy Mateusza Cetnarskiego, który nie ukrywa rozczarowania tak niską lokatą.
Co Pan teraz robi i jak zamierza Pan spędzić urlop?
Już minął tydzień, jestem aktualnie w Kolbuszowej, moim rodzinnym mieście, i nie planuję wyjeżdżać. Odpoczywam sobie w nim, ponieważ mi go brakuje. Wyjechałem bardzo wcześnie z domu, więc każde jakieś wolne wakacje spędzam tam.
Kiedy wracacie do treningów?
20 czerwca.
Nie przydałoby się więcej wypoczynku?
Chciałbym już zacząć trenować, ponieważ uważam, że po tym sezonie pozostał niedosyt i chciałbym zmazać plamę z niego.
Czyli ogólnie nie jesteście zadowoleni z 10. miejsca?
Mateusz Cetnarski jest niezadowolony z zakończonego sezonu (fot. Gksbelchatow.com)
Oczywiście, że nie. Ten sezon był dla każdego naprawdę nieco dziwny. Niemal każdy miał szansę na grę w europejskich pucharach, do końca toczyła się walka o europejskie puchary, dlatego ten sezon był troszeczkę zwariowany. Jeśli chodzi o nas to uważam, że mogliśmy zrobić dużo więcej, niż zrobiliśmy. Były takie mecze, w których powinniśmy wygrać, a na pewno przynajmniej nie przegrać.
Jak Wasz wynik na koniec sezonu odebrali włodarze klubu?
W klubie były oczekiwania na to, że awansujemy do Ligi Europejskiej. Patrząc na kilka kolejek przed końcem, to mieliśmy jeszcze szanse, żeby być w pierwszej czwórce. Ogólnie to w klubie nie są zadowoleni z tego wyniku, bo 10. miejsce to nie jest jakiś rezultat, by się z niego cieszyć. Patrząc na naszą kadrę i potencjał, jaki tkwi w naszej drużynie, jesteśmy bardziej załamani niż zadowoleni z tego sezonu.
Z jednej strony jest to dopiero 10. miejsce, a z drugiej strata punktowa do czołówki nie jest aż taka duża, czyli w sumie bardzo źle to nie było?
Bardzo strasznie to nie jest, ale to pół ligi tak samo grało. My oczekiwaliśmy czegoś więcej od siebie. Niestety, to się nie udało. Patrząc z mojej perspektywy, nie jestem zadowolony z tego sezonu.
Czyli w przyszłym sezonie będziecie grać o Ligę Europejską?
Oczywiście – będziemy walczyć o jak najwyższe cele. Czy będziemy w stanie powalczyć z czołówką, to pokażą pierwsze kolejki. Wtedy będziemy mogli coś więcej powiedzieć. Ja nie jestem typem chłopaka, który mówi przed sezonem, że będziemy grać w europejskich pucharach lub że zdobędziemy mistrzostwo Polski. Zawsze powtarzałem sobie i powtarzam w szatni przed każdym meczem: wygraj kolejny mecz albo go przede wszystkim nie przegraj i zbieraj punkty, a na koniec sprawdź, na którym jesteś miejscu.
Mówił Pan, że nie jest Pan z tego sezonu zadowolony… Co było w nim dobre, a co złe?
Więcej było rzeczy złych – brak formy, a potem walka o to, żeby dojść do siebie po kontuzji, która przydarzyła mi się jesienią. Trzy czwarte pierwszej rundy spędziłem w Krakowie na rehabilitacji, zerwałem więzadła w kostce, miałem operację, stąd jesień praktycznie była niegrana, więc można powiedzieć, że nieudana. Druga runda? W ogóle nie weszliśmy całym zespołem w nią dobrze, więc zarówno ja, jak i reszta zespołu graliśmy po prostu słabo i trzeba to sobie przyznać. Tylko niektóre mecze, dwa, trzy, były w miarę niezłe w naszym wykonaniu, ale albo je zremisowaliśmy, albo przegraliśmy, a paradoksalnie graliśmy w nich lepiej niż przeciwnik. To chyba jest tylko takie pozytywne, że fragmentami mogliśmy się cieszyć z naszej gry. Wtedy te mecze jednak remisowaliśmy albo przegrywaliśmy.
Zatem co się stało z zespołem, który po rundzie jesiennej był jednym z kandydatów do gry w europucharach?
Piłkarze PGE GKS-u zgodnie przyznali sobie w szatni, że zakończony sezon w ich wykonaniu był przegrany (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Połowa drużyn była traktowana jako kandydaci do gry w LE. My od siebie robiliśmy wszystko, co mogliśmy. Czasami jest takie coś, że po prostu się nie da. Wielu chłopaków, co już długo gra w piłkę, to rozumie. Są takie momenty, że prowadzisz grę, możesz być lepszy od przeciwnika, ale później tracisz jedną głupią bramkę i to się przenosi na kolejne spotkania, to znaczy jeżeli nie masz szczęścia w jednym, drugim meczu, to już gdzieś w zespół wkrada się może nie brak koncentracji, ale takie znużenie, że dlaczego to nie nam szczęście sprzyja, tylko we wszystkich innych zespołach. To wszystko ma wpływy na wyniki kolejnych spotkań. Sezon się skończył jak się skończył, o nim już zapomniałem i teraz przygotowuję się do kolejnego.
Może brakło Wam doświadczenia oraz lepszego zgrania drużyny?
Uważam, że mamy bardzo duży potencjał i kilku bardzo doświadczonych zawodników, więc tego raczej nam nie brakło. Nic, nie załamujemy się – chłopaki chcą dalej grać w piłkę, dalej się rozwijać. Powiedzieliśmy sobie w szatni: „Ten sezon nam się nie udał” i nic więcej nie możemy zrobić. Możemy go wymazać z pamięci o wiele lepszą grą w przyszłym.
Wspominał Pan o braku formy. Czy to nie też czasem kwestia przygotowania fizycznego?
To znaczy ja już miałem zaległości z poprzedniej rundy. Chłopaki cały sezon pracowali na to, żeby mieć przez całe rozgrywki formy. Do drużyny dołączyłem dopiero w styczniu i zagrałem co prawda w końcowych spotkaniach, ale one nie były na pełnych obrotach. Nie miałem siły na 90 minut z racji tego, że się rehabilitowałem, a tak naprawdę nie trenowałem z drużyną. Zacząłem sezon przygotowawczy w styczniu i to jak czuliśmy się fizycznie, to było w paru momentach widać. Ja powiem szczerze, że w pewnym momencie gdzieś tam brakowało mi sił na to, by zasuwać 90 minut na pełnych obrotach.
Czasami jest to jednak spowodowane tym, jak się toczy mecz – czasami czujesz przez większość meczu wysoki pressing i gdzieś tam tracisz te siły i to nie jest tak dlatego, że nie mamy sił, by grać na pełnych obrotach 90 minut. Tak się nigdzie na świecie nie gra. Też chodzi o kalkulację tych sił. Jeżeli dajesz z siebie wszystko przez 60,70 minut, to są następni do wejścia i grają dalej. Środek pomocy to jest jednak pozycja, na której bardzo dużo się biega i rzadko kiedy zawodnikom uda się przez 90 minut zasuwać na pełnych obrotach.
Po którym spotkaniu najbardziej odczuwalny był ten żal, że za bardzo brakuje nam szczęścia?
Bełchatów obok Korony Kielce w rundzie jesiennej był jednym z największych niespodzianek rozgrywek (fot. Tomasz Kubicki / korona-kielce.pl)
Myślę, że takim meczem, po którym wierzyliśmy, że możemy coś ugrać, było spotkanie ze Śląskiem. W pierwszej połowie rozegraliśmy moim zdaniem najlepszy mecz w całej rundzie, prowadziliśmy grę i było 2:1. Myśleliśmy, że mamy już to wszystko w garści. Wychodzimy na drugą połowę nie do końca skoncentrowani, tracimy dwie bramki w pięć minut i przegrywamy 2:4. Uważam, że to był ten mecz, w którym przegraliśmy tę rundę.
Jakie ma Pan wspomnienia związane z trenerem Bartoszkiem?
Uważam, że przez te pół roku to praktycznie nie miałem z trenerem kontaktu, ponieważ byłem w Krakowie i trenowałem. W rundzie wiosennej trener na mnie stawiał i mieliśmy dobre relacje, ja nie spotkałem się z żadną przykrością, buntem przeciwko mnie ze strony trenera. Jeżeli trener na ciebie w każdym meczu od pierwszej minuty, to masz z nim dobre relacje, tak jak to było w moim przypadku.
A jak reagował on na coraz słabsze wyniki zespołu?
Trener jest akurat typem takiego człowieka, że wiadomo – na niektóre rzeczy reaguje bardzo impulsywnie i jak widać, jest człowiekiem, który bardzo emocjonalnie podchodzi do tego, co się dzieje na boisku, ale zawsze po meczu ma ten optymizm gdzieś zawsze w sobie i zawsze wierzy w zespół. Za to miał pewnie duży szacunek w szatni.
Na koniec: czy w przyszłym sezonie będzie Pan grał w Bełchatowie?
Na dzień dzisiejszy nie dostałem żadnej informacji z klubu, że przyszła jakaś oficjalna oferta, więc nie mamy o czym rozmawiać. Do mojego menadżera też póki co nie było żadnych zgłoszeń. Jak przyjdzie coś oficjalnego do klubu, to na pewno media się o tym szybko dowiedzą. Na dzień dzisiejszy jestem zawodnikiem Bełchatowa, mam roczny kontrakt. Do mnie prezes nie dzwonił.
A gdyby była oferta z klubu zagranicznego lub lepszego polskiego, to przyjąłby Pan ją czy nie chciałby Pan jeszcze wyjeżdżać za granicę?
Jeżeli chodziłoby o wyjazd zagraniczny – jasne, chciałbym spróbować wyjechać z Polski. Jeśli chodzi o czołowy polski klub grający w europejskich pucharach, to też bym chciał spróbować, ponieważ Liga Europejska to jest marzenie każdego piłkarza.
Chłopak gdzieś się zatracił po drodze…Kiedyś
gdy były oferty z lepszych klubów,to nie
wyjechał,a tera gdy sam by chciał,to ofert nie
ma…;/ Ehh to życie
~
~hgfkug
moim zdaniem cetnarski to dobry zawodnik i powinien
grac w lepszym klubie
Dodaj komentarz
Nieudany był ten sezon dla piłkarzy PGE GKS-u Bełchatów. Wicemistrzowie Polski z 2007 roku po czterech latach kończą rozgrywki na dziesiątej pozycji. O podsumowanie zakończonych niedawno rozgrywek poprosiliśmy Mateusza Cetnarskiego, który nie ukrywa rozczarowania tak niską lokatą.
Co Pan teraz robi i jak zamierza Pan spędzić urlop?
Już minął tydzień, jestem aktualnie w Kolbuszowej, moim rodzinnym mieście, i nie planuję wyjeżdżać. Odpoczywam sobie w nim, ponieważ mi go brakuje. Wyjechałem bardzo wcześnie z domu, więc każde jakieś wolne wakacje spędzam tam.
Kiedy wracacie do treningów?
20 czerwca.
Nie przydałoby się więcej wypoczynku?
Chciałbym już zacząć trenować, ponieważ uważam, że po tym sezonie pozostał niedosyt i chciałbym zmazać plamę z niego.
Czyli ogólnie nie jesteście zadowoleni z 10. miejsca?
Mateusz Cetnarski jest niezadowolony z zakończonego sezonu (fot. Gksbelchatow.com)
Oczywiście, że nie. Ten sezon był dla każdego naprawdę nieco dziwny. Niemal każdy miał szansę na grę w europejskich pucharach, do końca toczyła się walka o europejskie puchary, dlatego ten sezon był troszeczkę zwariowany. Jeśli chodzi o nas to uważam, że mogliśmy zrobić dużo więcej, niż zrobiliśmy. Były takie mecze, w których powinniśmy wygrać, a na pewno przynajmniej nie przegrać.
Jak Wasz wynik na koniec sezonu odebrali włodarze klubu?
W klubie były oczekiwania na to, że awansujemy do Ligi Europejskiej. Patrząc na kilka kolejek przed końcem, to mieliśmy jeszcze szanse, żeby być w pierwszej czwórce. Ogólnie to w klubie nie są zadowoleni z tego wyniku, bo 10. miejsce to nie jest jakiś rezultat, by się z niego cieszyć. Patrząc na naszą kadrę i potencjał, jaki tkwi w naszej drużynie, jesteśmy bardziej załamani niż zadowoleni z tego sezonu.
Z jednej strony jest to dopiero 10. miejsce, a z drugiej strata punktowa do czołówki nie jest aż taka duża, czyli w sumie bardzo źle to nie było?
Bardzo strasznie to nie jest, ale to pół ligi tak samo grało. My oczekiwaliśmy czegoś więcej od siebie. Niestety, to się nie udało. Patrząc z mojej perspektywy, nie jestem zadowolony z tego sezonu.
Czyli w przyszłym sezonie będziecie grać o Ligę Europejską?
Oczywiście – będziemy walczyć o jak najwyższe cele. Czy będziemy w stanie powalczyć z czołówką, to pokażą pierwsze kolejki. Wtedy będziemy mogli coś więcej powiedzieć. Ja nie jestem typem chłopaka, który mówi przed sezonem, że będziemy grać w europejskich pucharach lub że zdobędziemy mistrzostwo Polski. Zawsze powtarzałem sobie i powtarzam w szatni przed każdym meczem: wygraj kolejny mecz albo go przede wszystkim nie przegraj i zbieraj punkty, a na koniec sprawdź, na którym jesteś miejscu.
Mówił Pan, że nie jest Pan z tego sezonu zadowolony… Co było w nim dobre, a co złe?
Więcej było rzeczy złych – brak formy, a potem walka o to, żeby dojść do siebie po kontuzji, która przydarzyła mi się jesienią. Trzy czwarte pierwszej rundy spędziłem w Krakowie na rehabilitacji, zerwałem więzadła w kostce, miałem operację, stąd jesień praktycznie była niegrana, więc można powiedzieć, że nieudana. Druga runda? W ogóle nie weszliśmy całym zespołem w nią dobrze, więc zarówno ja, jak i reszta zespołu graliśmy po prostu słabo i trzeba to sobie przyznać. Tylko niektóre mecze, dwa, trzy, były w miarę niezłe w naszym wykonaniu, ale albo je zremisowaliśmy, albo przegraliśmy, a paradoksalnie graliśmy w nich lepiej niż przeciwnik. To chyba jest tylko takie pozytywne, że fragmentami mogliśmy się cieszyć z naszej gry. Wtedy te mecze jednak remisowaliśmy albo przegrywaliśmy.
Zatem co się stało z zespołem, który po rundzie jesiennej był jednym z kandydatów do gry w europucharach?
Piłkarze PGE GKS-u zgodnie przyznali sobie w szatni, że zakończony sezon w ich wykonaniu był przegrany (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Połowa drużyn była traktowana jako kandydaci do gry w LE. My od siebie robiliśmy wszystko, co mogliśmy. Czasami jest takie coś, że po prostu się nie da. Wielu chłopaków, co już długo gra w piłkę, to rozumie. Są takie momenty, że prowadzisz grę, możesz być lepszy od przeciwnika, ale później tracisz jedną głupią bramkę i to się przenosi na kolejne spotkania, to znaczy jeżeli nie masz szczęścia w jednym, drugim meczu, to już gdzieś w zespół wkrada się może nie brak koncentracji, ale takie znużenie, że dlaczego to nie nam szczęście sprzyja, tylko we wszystkich innych zespołach. To wszystko ma wpływy na wyniki kolejnych spotkań. Sezon się skończył jak się skończył, o nim już zapomniałem i teraz przygotowuję się do kolejnego.
Może brakło Wam doświadczenia oraz lepszego zgrania drużyny?
Uważam, że mamy bardzo duży potencjał i kilku bardzo doświadczonych zawodników, więc tego raczej nam nie brakło. Nic, nie załamujemy się – chłopaki chcą dalej grać w piłkę, dalej się rozwijać. Powiedzieliśmy sobie w szatni: „Ten sezon nam się nie udał” i nic więcej nie możemy zrobić. Możemy go wymazać z pamięci o wiele lepszą grą w przyszłym.
Wspominał Pan o braku formy. Czy to nie też czasem kwestia przygotowania fizycznego?
To znaczy ja już miałem zaległości z poprzedniej rundy. Chłopaki cały sezon pracowali na to, żeby mieć przez całe rozgrywki formy. Do drużyny dołączyłem dopiero w styczniu i zagrałem co prawda w końcowych spotkaniach, ale one nie były na pełnych obrotach. Nie miałem siły na 90 minut z racji tego, że się rehabilitowałem, a tak naprawdę nie trenowałem z drużyną. Zacząłem sezon przygotowawczy w styczniu i to jak czuliśmy się fizycznie, to było w paru momentach widać. Ja powiem szczerze, że w pewnym momencie gdzieś tam brakowało mi sił na to, by zasuwać 90 minut na pełnych obrotach.
Czasami jest to jednak spowodowane tym, jak się toczy mecz – czasami czujesz przez większość meczu wysoki pressing i gdzieś tam tracisz te siły i to nie jest tak dlatego, że nie mamy sił, by grać na pełnych obrotach 90 minut. Tak się nigdzie na świecie nie gra. Też chodzi o kalkulację tych sił. Jeżeli dajesz z siebie wszystko przez 60,70 minut, to są następni do wejścia i grają dalej. Środek pomocy to jest jednak pozycja, na której bardzo dużo się biega i rzadko kiedy zawodnikom uda się przez 90 minut zasuwać na pełnych obrotach.
Po którym spotkaniu najbardziej odczuwalny był ten żal, że za bardzo brakuje nam szczęścia?
Bełchatów obok Korony Kielce w rundzie jesiennej był jednym z największych niespodzianek rozgrywek (fot. Tomasz Kubicki / korona-kielce.pl)
Myślę, że takim meczem, po którym wierzyliśmy, że możemy coś ugrać, było spotkanie ze Śląskiem. W pierwszej połowie rozegraliśmy moim zdaniem najlepszy mecz w całej rundzie, prowadziliśmy grę i było 2:1. Myśleliśmy, że mamy już to wszystko w garści. Wychodzimy na drugą połowę nie do końca skoncentrowani, tracimy dwie bramki w pięć minut i przegrywamy 2:4. Uważam, że to był ten mecz, w którym przegraliśmy tę rundę.
Jakie ma Pan wspomnienia związane z trenerem Bartoszkiem?
Uważam, że przez te pół roku to praktycznie nie miałem z trenerem kontaktu, ponieważ byłem w Krakowie i trenowałem. W rundzie wiosennej trener na mnie stawiał i mieliśmy dobre relacje, ja nie spotkałem się z żadną przykrością, buntem przeciwko mnie ze strony trenera. Jeżeli trener na ciebie w każdym meczu od pierwszej minuty, to masz z nim dobre relacje, tak jak to było w moim przypadku.
A jak reagował on na coraz słabsze wyniki zespołu?
Trener jest akurat typem takiego człowieka, że wiadomo – na niektóre rzeczy reaguje bardzo impulsywnie i jak widać, jest człowiekiem, który bardzo emocjonalnie podchodzi do tego, co się dzieje na boisku, ale zawsze po meczu ma ten optymizm gdzieś zawsze w sobie i zawsze wierzy w zespół. Za to miał pewnie duży szacunek w szatni.
Na koniec: czy w przyszłym sezonie będzie Pan grał w Bełchatowie?
Na dzień dzisiejszy nie dostałem żadnej informacji z klubu, że przyszła jakaś oficjalna oferta, więc nie mamy o czym rozmawiać. Do mojego menadżera też póki co nie było żadnych zgłoszeń. Jak przyjdzie coś oficjalnego do klubu, to na pewno media się o tym szybko dowiedzą. Na dzień dzisiejszy jestem zawodnikiem Bełchatowa, mam roczny kontrakt. Do mnie prezes nie dzwonił.
A gdyby była oferta z klubu zagranicznego lub lepszego polskiego, to przyjąłby Pan ją czy nie chciałby Pan jeszcze wyjeżdżać za granicę?
Jeżeli chodziłoby o wyjazd zagraniczny – jasne, chciałbym spróbować wyjechać z Polski. Jeśli chodzi o czołowy polski klub grający w europejskich pucharach, to też bym chciał spróbować, ponieważ Liga Europejska to jest marzenie każdego piłkarza.