W ostatnim pojedynku 32. kolejki Serie A spotkały się dwie drużyny mocno zaangażowane w walkę o utrzymanie. Ostatecznie lepiej spisali się gospodarze meczu, którzy ogrywając rywali w minimalnym stosunku, oddalili się od strefy spadkowej.
Wyżej notowane, choć zaledwie z jednym punktem przewagi, Cagliari zawitało do Bolonii, gdzie obie ekipy zmierzyły się w bezpośredniej walce o spokojną końcówkę rozgrywek poprzez oddalenie się od strefy spadkowej. Chociaż Bologna u siebie nie zachwyca, bo wygrała zaledwie pięć spotkań przed własną publicznością, to trudno cokolwiek dobrego powiedzieć o wyjazdowej formie Cagliari, które przegrało ostatnie trzy mecze poza Stadio Sant’Elia. Jak widzimy, o szukanie faworyta w tym spotkaniu było naprawdę trudno.
Z początku lepsze wrażenie sprawiali goście, jednak pierwszą dobrą okazję wykreowali sobie gospodarze spotkania. W 9. minucie strzelał Acquafresca, ale swoim uderzeniem bramkarza z pewnością nie wystraszył. Trzy minuty później w roli głównej znów wystąpił włoski napastnik, jednak znalazł się na minimalnym spalonym. Goście swoją szansę mieli w 18. minucie, ale napastnik Cagliari, Larrivey, nie sięgnął futbolówki i z interwencją nie miał problemu Gillet. Przez kolejne długie chwile dominowały niedokładność i niezdecydowanie w ofensywie z obu stron, przez co spotkanie nie mogło zadowalać kibiców.

Do niefortunnego zdarzenia mogło dojść równo w 30. minucie, kiedy po rzucie rożnym piłka nabiła jednego z obrońców gospodarzy i wpadłaby do jego własnej bramki, gdyby nie interwencja Gilleta. Na przekór poprzednim słowom spotkanie jakby się rozkręciło. Znakomitą okazję miał w 33. minucie Diamanti, ale świetnie spisał się w bramce Agazzi i dobitka Acquafreski była już nieskuteczna. Z drugiej strony odpowiedzieć próbował Larrivey, jednak jego strzał z główki nie znalazł drogi do bramki. „Rossoblu” próbowali także swych szans z rzutu wolnego, lecz Diamanti totalnie zepsuł ten stały fragment gry. Włoski pomocnik mógł odkupić swe winy w ostatniej minucie pierwszej części meczu, ale jego fantastyczny strzał z 20 metrów wybronił Agazzi.
Druga połowa rozpoczęła się równie żwawo, co pierwsza zakończyła. Ze strony gospodarzy znów sposobu na pokonanie Agazziego nie znalazł Gimenez, choć uderzał potężnie. Z równie mocnym strzałem Larriveya poradził sobie zaś Gillet. Za to w 54. minucie Agazzi nie miał już całkowicie żadnych szans! Pięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się bardzo aktywny dziś Diamanti, dzięki czemu gospodarze mogli cieszyć się z prowadzenia. Wyśmienicie odpowiedzieć mógł już trzy minuty później Cossu, ale po raz kolejny w bramce zabłysnął Gillet, naprawiając błąd obrońców.











