W ósmym meczu eliminacji do mistrzostw świata biało-czerwoni pokonali w Warszawie drużynę Kazachstanu 3:0. Bramki zdobywali Arkadiusz Milik, Kamil Glik i Robert Lewandowski. Nasza reprezentacja może być już prawie pewna występu na przyszłorocznym mundialu w Rosji.
W poniedziałkowy wieczór piłkarze reprezentacji Polski zmierzyli się w eliminacyjnym starciu z Kazachstanem. Cel na ten mecz został zrealizowany. Drużyna prowadzona przez trenera Adama Nawałkę pokonała rywali 3:0 i jest liderem swojej grupy eliminacyjnej.
Nie ma lekceważenia
Piłkarze reprezentacji Polski po katastrofalnym występie w Kopenhadze musieli zrehabilitować się w oczach kibiców. Nic więc dziwnego, że selekcjoner Adam Nawałka zdecydował się na bardzo ofensywne ustawienie. O tym, że nie ma mowy o lekceważeniu przeciwnika, świadczy przede wszystkim fakt, że od pierwszej minuty zagraliśmy na dwóch napastników. Nikomu nie trzeba przypominać, jak wspaniale funkcjonował atak Milik-Lewandowski przed kontuzją tego pierwszego.
W porównaniu z piątkowym spotkaniem w Danii w pierwszej jedenastce naszej kadry doszło do trzech zmian. Na lewej stronie obrony Artura Jędrzejczyka zastąpił Maciej Rybus, na skrzydle w miejsce Jakuba Błaszczykowskiego zameldował się Maciej Makuszewski, a za Karola Linettego na murawie pojawił się Arkadiusz Milik.
Przewaga bez pogromu
Jak można było się spodziewać, inicjatywę od początku spotkania przejęli Polacy. Nasi rywale grali bardzo ambitnie i agresywnie, o czym mógł się przekonać kapitan naszej ekipy, Robert Lewandowski. Pierwsze minuty to ataki biało-czerwonych i waleczna postawa Kazachów. Nie minęło pięć minut, a nasi reprezentanci rozegrali już pięć stałych fragmentów gry, z których, niestety, nic nie wynikało.
Dopiero w 11. minucie padła upragniona bramka dla Polski! Po dokładnym dośrodkowaniu Macieja Rybusa pojedynek powietrzny wygrał Makuszewski, który zagrał piłkę wzdłuż pola karnego, gdzie dopadł do niej Arkadiusz Milik i „szczupakiem” zdobył gola na 1:0.
Kilka chwil później miała miejsce kolejna pozytywna sytuacja. Po ostatnich słabych występach jeden z liderów polskiej defensywy, Michał Pazdan, przypomniał sobie, jak dobrze grać w obronie i uratował nasz zespół przed groźną akcją rywali. Jak słusznie zauważył Mateusz Borek: „W pierwszych piętnastu minutach na boisku najlepszy był… wynik”. Jednak demony z meczu z Danią bardzo szybko powróciły. Kamil Glik zbyt lekko zagrywał piłkę do Łukasza Fabiańskiego, czym przyprawił o palpitacje serca dziesiątki tysięcy kibiców na trybunach. Na szczęście nasz bramkarz spisał się bardzo dobrze i zdążył ze skuteczną interwencją przed rywalem.
W 20. minucie strzelec pierwszej bramki Arkadiusz Milik pokusił się o strzał z rzutu wolnego z ok. 30. metra. Piłka po jego sprytnym uderzeniu zmierzała „za kołnierz” bramkarza kazachskiego zespołu, ale ten zdążył ją sparować na rzut rożny. Po tej sytuacji Kazachowie grali jeszcze agresywniej, co skutkowało faulami i rzutami wolnymi dla ekipy Adama Nawałki. Ze stałych fragmentów gry za wiele jednak nie wychodziło.










