Czarna seria Olympique Marsylia trwa. Dziś podopieczni Didiera Deschampsa nie dali rady ograć US Quevilly w 1/4 finału Pucharu Francji. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka i mecz po 120 minutach rywalizacji zakończył się wynikiem 3:2 dla gospodarzy.
Gospodarzy, ale tylko na papierze, bo mecz rozgrywany był z powodów organizacyjnych na Stade Michel d’Ornano w Caen. Dzielnie stawili oni jednak czoła utytułowanym rywalom i już w 6. minucie za sprawą Juliena Varelo otworzyli wynik.
Sensacją pachniało już w regulaminowych 90 minutach, bo dopiero w samej końcówce para rezerwowych, Andre Ayew i Loic Remy, przeprowadziła składną akcję zakończoną bramką. W taki oto sposób marsylczycy doprowadzili do dogrywki i wydawało się, że wszystko wraca na swoje tory.
Nic jednak z tych rzeczy. Pierwsza odsłona dogrywki goli nie przyniosła, ale za to druga nadrobiła to z nawiązką. Pierwszy ponownie wyszedł na prowadzenie zespół grający na co dzień w National, czyli na trzecim szczeblu we francuskiej piłce klubowej. Wprowadzony na samym początku dogrywki John-Christophe Ayina strzelił swoją pierwszego gola w meczu w 111. minucie, na którą to bramkę błyskawicznie odpowiedział Loic Remy.
Napastnik Quevilly jednak zdołał ponownie pokonać występującego tego wieczoru między słupkami OM Gennaro Bracigliano, a do końca spotkania pozostały już wtedy tylko trzy minuty. Marsylczycy nie byli w stanie podnieść się już po trzecim ciosie i niespodzianka stała się faktem.
Nie niespodzianka, a sensacja, w której ponownie złym bohaterem została drużyna Didiera Deschampsa. Mając na koncie pięć porażek z rzędu w lidze, dołożyła do tego katastrofalny wynik w krajowym pucharze. Gdyby nie szczęśliwy triumf na San Siro i awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, to „Les Phoceens” nie pozostałoby właściwie nic. Prawie nic, bo w kwietniu czeka ich finał Pucharu Ligi z Lyonem.
Pozostałe trzy ćwierćfinały, w tym hitowy pojedynek PSG z Lyonem, zostaną rozegrane już jutro.