W szalenie emocjonującym meczu w ramach 31. kolejki Serie A Napoli pokonało przed własną publicznością Lazio 4:3. Swoje show miał Urugwajczyk Edinson Cavani, który popisał się hat-trickiem. W meczu nie brakowało zgrzytów, jak i szybkich zwrotów akcji, a nawet czerwonej kartki, którą otrzymał obrońca gości, Giuseppe Biava.
Początek kwietnia włoskim kibicom dał wyśmienite spotkania piłkarskie. Po sobotnich wielkich derbach Mediolanu w niedzielne popołudnie miało dojść do rywalizacji czołowych klubów obecnego sezonu ligi włoskiej. Imponującego grą w ofensywie Napoli i nieobliczalnego Lazio. Pierwszy zespół w ostatnich trzech spotkaniach nie poniósł porażki, natomiast drużyna ze stolicy Włoch gra nierówno. Gdyby zobaczyć ostatnie pięć meczów w wykonaniu Lazio, to da się zauważyć sinusoidę, w której po zwycięstwie linia idzie w górę, a następnie po przegranej znowu spada w dół.
Od początku spotkania Napoli z Lazio kibice licznie zgromadzeni na stadionie San Paolo mogli być zadowoleni. Mecz obfitował w sytuacje strzeleckie z obu stron. Co prawda niejednokrotnie dochodziło do chaotycznych dryblingów, szczególnie w wykonaniu zawodników gospodarzy, ale to nie zmienia faktu, iż gra była ciekawa. Inicjatorem pierwszej dogodnej sytuacji w 9. minucie był Marek Hamsik. Słowak popisał się ładnym dryblingiem, lecz w momencie, gdy wydawało się, że może wprowadzić w zakłopotanie bramkarza rywali, stracił piłkę. Na boisku prócz wielkich emocji objawiała się także walka. Oba zespoły nie odpuszczały na murawie. W pierwszym kwadransie gry minimalną przewagę mieli neapolitańczycy. Trzy minuty po akcji reprezentanta Słowacji sprawy w swoje nogi wzięli Cannavaro i Maggio. Obaj zawodnicy skonstruowali ładną dla oka kombinacyjną grę między sobą, aczkolwiek futbolówka i tak wylądowała ostatecznie w rękach bramkarza Muslery.
Podczas kolejnych piętnastu minut tempo meczu nie spadło. Do gry doszli piłkarze Lazio. Za sprawą Mauro Matiasa Zarate powody do niepokoju mieli kibice Napoli. Argentyńczyk oddał jednak strzał, który nie zalazł drogi do bramki, tym samym rezultat meczu nie uległ zmianie. Niespełna 60 sekund później odpowiedź dał Hamsik. Utalentowany skrzydłowy drużyny „Azzurri” zaimponował mocnym i precyzyjnym strzałem, ale Muslera nie dał się zaskoczyć i na obiekcie św. Pawła dało się słyszeć jęk zawodu. Prawdziwe jednak powody do konsternacji kibice gospodarzy mieli w 29. minucie. Wtedy to na indywidualny pokaz zdecydował się Stefano Mauri. 31-letni zawodnik minął trzech rywali, po czym uderzył na bramkę strzeżoną przez De Sanctisa i wyprowadził swój zespół na jednobramkowe prowadzenie. Przewaga gości 1:0 stała się faktem. Zdobywca gola nie zamierzał jednak na tym poprzestać. Trzy minuty po zdobyciu bramki pomocnik Lazio ponownie popisał się ładnym strzałem. Tym razem jednak zabrakło mu szczęścia i futbolówka poleciała obok słupka. Pierwsza połowa zakończyła się zatem na plus dla drużyny przyjezdnej. Piłkarzy Napoli z kolei czekała męska rozmowa w szatni.
Druga odsłona zaczęła się od masowych ataków gospodarzy na bramkę swoich adwersarzy. Pierwsi dali o sobie znać wespół Hamsik i Maggio. Obaj zawodnicy ofensywnie usposobieni chcieli rozegrać piłkę między sobą, lecz niedokładne podanie tego pierwszego zaprzepaściło całą okazję bramkową. A że niewykorzystane sytuację się mszczą, jak mówi stara maksyma, to Lazio chciało to wykorzystać. I udało mu się to już w 58. minucie. Do piłki zagrywanej z rzutu wolnego przez Javiera Garrido podbiegł defensor „Biancocelesti”, Andre Dias Goncalves, i zdobył drugiego gola dla gości. Dość nieoczekiwanie zatem drużyna z Rzymu wyszła na prowadzenie 2:0, ale jak się później okazało, to nie był koniec emocji na stadionie w Neapolu. Po stracie gola sportowa złość pojawiła się na twarzach piłkarzy Napoli. Mimo że popularni „Azzurri” znajdowali się w fatalnym położeniu, nie złożyli jeszcze broni. Dosłownie trzy minuty po utracie gola podopieczni Waltera Mazzarriego zdobyli bramkę kontaktową. W roli głównej wystąpił Andrea Dossena, który wykorzystał kapitalne dośrodkowanie Lavezziego. Włoski piłkarz – najczęściej występujący w lewym sektorze boiska – z metra umieścił strzałem głową piłkę w bramce bronionej przez Muslerę. W momencie kiedy gospodarze złapali wiatr w żagle, szybko chcieli doprowadzić do wyrównania. A że słyną z dobrze egzekwowanych stałych fragmentów gry, to dogodna okazja do tego pojawiła się dwie minuty później. Kolejny rzut wolny dał tifosim Napoli wiele powodów do optymizmu. Gola wyrównującego zdobył Urugwajczyk Edinson Cavani. Napastnik neapolitańczyków wykorzystał zamieszanie oraz jednocześnie podanie głową Maggio i nadzieja kibiców na wywalczenia dobrego wyniku się odrodziła.










