Catania bardzo pewnie pokonała na swoim stadionie Udinese 3:1 i tym samym awansowała na siódme miejsce w tabeli. Ekipa z Sycylii zaprezentowała niesamowicie skuteczny futbol i znakomite przejście z obrony do ataku, czym zaskoczyła gości.
W pierwszym spotkaniu 29. kolejki doszło do pojedynku Catanii i Udinese. Dwaj sąsiedzi w tabeli, drużyny zajmujące odpowiednio ósme i dziewiąte miejsce, przystąpili do meczu w odmiennych nastrojach. Gospodarze ostatnio znajdują się w dołku, przegrali bowiem dwa starcia ligowe z rzędu, z kolei ich rywale mają lepsze humory. Dzięki niezawodnemu Antonio Di Natale pokonali Pescarę i zremisowali z Romą. Dziś na Sycylii również mierzyli w wygraną, jednak musieli sobie radzić bez swojego superstrzelca.

Pojedynek zaczął się wolno, bez emocji i składnych akcji. Na pierwszy strzał musieliśmy czekać do 10. minuty. Wówczas zza pola karnego uderzał Barrientos. Później oglądaliśmy raczej starcia siłowe, słowne utarczki i przepychanki. Więcej było brudnej gry niż ładnych podań. Sędzia zupełnie nie panował nad wydarzeniami na boisku, dał się ponieść atmosferze wytworzonej przez żywiołowych fanów miejscowej ekipy. Sycylijczycy głośno i bez ustanku dopingowali swoich pupili, którzy z minuty na minutę zaczęli przejmować kontrolę nad spotkaniem. W 29. minucie bliski zdobycia gola był Pablo Barrientos. Ofensywny pomocnik otrzymał piłkę na 16. metrze po jej złym wybiciu przez bramkarza. Od razu zdecydował się na uderzenie, ale było ono minimalnie niecelne. Kibice jęknęli z zawodu na trybunach, lecz wynik nie uległ zmianie.
W 33. minucie odgryźli się goście. Znakomity rajd przeprowadził Silva, minął dwóch rywali i odegrał do lepiej ustawionego Faraoniego. Ten dysponujący w końcu mocnym uderzeniem nie zastanawiał się długo, kropnął, ile miał sił w nogach, lecz w ostatniej chwili zablokowali go defensorzy. Z rzutu rożnego, który Udine otrzymało, nic już nie wynikło. Jak się okazało, do końca pierwszej połowy żadna drużyna nie zagroziła już bramkarzowi rywali i było 0:0. Nikogo to nie zadowalało, więc w szatni trenerzy musieli jakoś zmotywować swoich podopiecznych do zdecydowanie lepszej gry.
Niespodziewanie piłkarze wybiegli na drugą część gry w tych samych składach. To nie zwiastowało niczego dobrego, gdyż pierwsza połowa była bezbarwna i nie przyniosła zbyt wielu ciekawych szans podbramkowych. Jednak trener Catani wiedział, co robi, nie dokonując żadnej korekty w składzie. W 49. minucie po fantastycznej dwójkowej akcji Gomeza i Barrientosa ten pierwszy wpisał się na listę strzelców. Dwaj gracze w perfekcyjny sposób rozmontowali defensywę rywali i sam gol był jedynie formalnością. Kibice oszaleli z radości, a piłkarze rzucili się sobie w ramiona. Teraz to Udinese musiało ruszyć do przodu. Goście szybko przejęli inicjatywę, ale mieli ogromne problemy ze sforsowaniem dobrze ustawionej obrony przeciwników. Od momentu zdobycia bramki przez gospodarzy gra nieco się zaostrzyła. Oglądaliśmy dużo brzydkich fauli i żółtych kartek. Strzałów było jak na lekarstwo. Jeśli już widzieliśmy jakiś atak, były to kontry Catanii, która korzystała z nieporadności rywali. W 67. minucie po jednym z takich szybkich przejść z obrony do ataku drugiego gola strzelił Gomez. Znowu asystował mu Barrientos i to on wykonał całą pracę w tej akcji. Gomezowi pozostało jedynie przyłożyć głowę i wykończyć piękne dośrodkowanie. Nie można jednak odbierać zasług strzelcowi, ponieważ trafił on do siatki głową, a trzeba pamiętać, że ma zaledwie 164 centymetry wzrostu.










