W pierwszym spotkaniu 30. kolejki włoskiej Serie A Catania nie dała się ograć liderowi tabeli i pokazując się z dużo lepszej strony, wywalczyła jeden punkt w konfrontacji z Milanem. „Rossoneri” bardzo mizernie rozpoczęli to spotkanie i choć wyszli na prowadzenie, to po naporze gospodarzy stracili je w drugiej połowie spotkania. Catania do końca już nie dała wyrwać sobie punktów, była nawet bardzo bliska zgarnięcia trzech oczek.

Na Stadio Angelo Massimino zawitał dziś lider Serie A z Mediolanu. Sprawca niespodzianki z ostatniej kolejki, Catania, która w ostatnich minutach odebrała Napoli dwa punkty, dziś przyjmowała dużo trudniejszego rywala. Milan bowiem od czterech spotkań regularnie zdobywa po trzy punkty, choć tym razem Catania mogła liczyć na wsparcie publiczności.
„Rossoneri” sprawę scudetto traktują bardzo poważnie, bo dziś przeciwko „Rossazzurri” wystawiają niemal najsilniejszy skład. W porównaniu ze środowym starciem z Barceloną w ekipie Allegriego zamiast Boatenga i Seederfa wystąpią Emanuelson oraz Aquilani, a kontuzjowanego Nestę zastąpi Abate. Vincenzo Montella, poza jedną zmianą w obronie, pozostawił identyczny skład z Neapolu.
Gospodarze dobrą okazję do wyjścia na prowadzenie mieli już w 4. minucie spotkania. Jednak po ładnie rozprowadzonej akcji przestrzelił Bergessio i to właśnie piłkarze Catanii od początku spotkania bardziej napierali na bramkę rywali. Kilka minut później znakomitą okazję z drugiej strony boiska miał z kolei Emanuelson, który w solowym pojedynku z Carrizo trafił prosto w niego. Po kwadransie gry jedyne, co rzucało się w oczy, to sporo niedokładności z obu stron. „Etnei” cały czas starali się grać swoją szybką piłkę, ale często w konsekwencji ją tracili. Pierwszą dogodną sytuację w 17. minucie miał niewidoczny wcześniej Ibrahimović, ale znów świetnie spisał się Carrizo. Po czterech minutach składną akcją zrewanżowali się gospodarze. Bramki szukał po strzale głową Bergessio, ale i tym razem chybił.
W kolejnych kilkunastu minutach spotkania działo się naprawdę niewiele. Milanowi brakowało polotu, pomysłu na rozegranie i wyprowadzanie szybkich akcji, gdzie wyjątkowo fatalnie spisywał się „Ibra”, który udowadniał, że najlepiej wychodzi mu wykańczanie akcji, a nie rozgrywanie. Mimo to to właśnie głównie Szwed przyczynił się do uciszenia fanów zgromadzonych na Stadio Angelo Massimino. W 34. minucie nieźle radzących sobie gospodarzy zatrzymał Robinho do spółki ze wcześniej wspomnianym Ibrahimoviciem. Brazylijczyk świetnie wykorzystał odegranie „Ibry” i pewnym strzałem wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Doskonale odpowiedzieć mógł w 38. minucie Gomez, którego potężny strzał zatrzymał się na poprzeczce.












