W dzisiejszych meczach włoskiej Serie A niestety nie oglądaliśmy zbyt wielu bramek. W siedmiu spotkaniach padło zaledwie jedenaście bramek. A meczów było siedem, a nie osiem dlatego, że nie odbyło się spotkanie pomiędzy Cagliari a Romą.
W pierwszym meczu, który rozgrywano od godziny 12:30, rywalizowały ze sobą ekipy dwóch beniaminków. Do Sampdorii zawitała drużyna Kamila Glika, a więc Torino. To właśnie Polak i jego koledzy prezentowali się lepiej w tym spotkaniu, co potwierdziła akcja z 69. minuty, kiedy goście objęli prowadzenie. Rzut karny podyktowany dla Torino pewnie wykorzystał Bianchi. Jednak losy spotkania odmieniły się na sześć minut przed końcem, kiedy nie popisał się reprezentant Polski, Glik. Za faul polskiego obrońcy „jedenastkę” dostali gospodarze. Pozzi również pewnie wykorzystał ten stały fragment gry, dzięki czemu Sampdoria wywalczyła jeden punkcik.
Sampdoria – Torino 1:1
0:1 Bianchi (k.) 69’
1:1 Pozzi (k.) 84’
Pogrążone w kryzysie Palermo, w którym doszło ostatnio do zmiany trenera, przyjechało dziś do Bergamo, by tam zmierzyć się z Atalantą. Przez długi okres tego spotkania wydawało się, że jedynym rozstrzygnięciem w tym meczu może być podział punktów. Bezbramkowy remis widniał na tablicy do 88. minuty, bo właśnie wtedy na prowadzenie wyszli gospodarze. Jak się okazało, jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Raimondi, który tym samym zapewnił trzy punkty Atalancie.
Atalanta – Palermo 1:0
1:0 Raimondi 88’
Świadkami niezwykłego rozstrzygnięcia byliśmy w spotkaniu pomiędzy Interem Mediolan a Sieną. „Nerrazzurri” byli zdecydowanymi faworytami spotkania z zajmującymi ostatnie miejsce w tabeli gośćmi. Przewaga Interu widoczna była przez cały ten mecz. Gospodarze stworzyli sobie sporo sytuacji, ale żadnej z nich nie potrafili wykorzystać. A jak to robić, pokazali im goście, którzy w drugiej połowie mieli trzy dogodne sytuacje, z których wykorzystali dwie. Najpierw w 73. minucie składną akcję swych kolegów wykończył Vergassola, a już w samej końcówce mediolańczyków dobił Valiani.
Inter Mediolan – Siena 0:2
0:1 Vergassola 73’
0:2 Valiani 90’
Pod względem stwarzanych okazji bramkowych, samych bramek i emocji na pewno nie zawiódł nas hit tej kolejki, a więc mecz pomiędzy Udinese i Milanem. Obie drużyny miały sporo sytuacji, po których mogła paść niejedna bramka, jednak pierwsze trafienie oglądaliśmy dopiero w 40. minucie. Gospodarzy na prowadzenie wyprowadził wtedy Ranegie. Mediolańczycy odpowiedzieli już kilka minut po przerwie, kiedy do wyrównania doprowadził El Shaarawy. Później już dla Milanu tak kolorowo nie było, bo w 67. minucie drugą żółtą kartę zobaczył Zapata, a w dodatku dla Udinese odgwizdany został rzut karny. W wykorzystaniem go nie miał problemów Di Natale, dzięki czemu zespół z Udine znów był na prowadzeniu. Goście zamiast odrabiać straty, jeszcze większe takowe ponosili. Na osiem minut przed końcem z boiska wyleciał jeszcze bowiem Boateng, który również zobaczył drugą żółtą kartkę.










