Po kolejnym nic niewnoszącym do historii naszego futbolu spotkaniu Pogoń bezbramkowo zremisowała z Cracovią. Niedzielne wczesne popołudnie lepiej było spędzić z rodziną, niż oglądając te popisy.

Początek spotkania był bardzo niemrawy mimo świetnych warunków do gry. Dopiero w 8. minucie świetną, kombinacyjną akcję (sześć podań na jeden kontakt!) przeprowadzili piłkarze Pogoni. Niestety dla nich, Marcin Robak nie zamienił dośrodkowania Akahoshiego na bramkę, chybiając z pięciu metrów. Od tego momentu zaczęła być widoczna przewaga „Portowców”. Wysoki pressing piłkarzy Dariusza Wdowczyka nie pozwalał „Pasom” na opuszczenie swojej części boiska. W 14. minucie, po odbiorze w okolicach 30. metra od bramki Pilarza, Robak oddał piłkę do „Taku”, który jednak uderzył nad bramką.

Krakowska „tiki-taka” była dziś wyjątkowo statyczna i bojaźliwa, nie prowadziła do jakichkolwiek akcji ofensywnych. Inna sprawa, że i gospodarze nie forsowali tempa. Nawet jeśli strzelali w kierunku bramki gości, ich uderzenia leciały bardzo wysoko ponad nią. W 29. minucie fatalną stratę zaliczył Szeliga, który dał sobie odebrać piłkę na 20. metrze przed własną bramką. Marcin Robak odegrał futbolówkę do Patryka Małeckiego, ten jednak strzelił obok słupka Cracovii. To powinien być gol dla gospodarzy! Z drugiej strony boiska dyscypliny sportu pomylił Damian Dąbrowski, który z rzutu wolnego uderzył tak, jakby chciał trafić między słupki w futbolu amerykańskim albo quidditchu, czyli wysoko ponad poprzeczką futbolowo rozumianej bramki. Pod koniec pierwszej połowy swoje szanse mieli podopieczni Wojciecha Stawowego, jednak brakowało im sportowej zadziorności i precyzji w podaniach. Bramki w tej części gry jednak nie padły.













