Jorge Jesus teoretycznie nie jest związany z Polską. Z naszą ojczyzną do tej pory łączyły go jedynie mecze w europejskich pucharach, ostatnio choćby przeciwko Lechowi Poznań. Mimo to trafił na czołówki polskich stron internetowych. Wszystko dlatego, że miał być jednym z kandydatów do objęcia posady trenera Flamengo, czyli potencjalnym problemem dla Paulo Sousy.
Paulo Sousa będzie nowym szkoleniowcem brazylijskiego giganta. Argumentem Polaków w trakcie negocjacji miał być fakt, że na rynku pojawił się Jorge Jesus. Starszy z Portugalczyków przez rok był trenerem Flamengo i wówczas zdołał osiągnąć w tym klubie niesamowite sukcesy, a do tego zyskać szacunek fanów piłki nożnej z Ameryki Południowej.
Trenerski weteran
Kariera Jorge Jesusa skręcała w dość niespodziewaną stronę już od kilku lat. W 2018 r. wydawało się, że powoli będzie ona dobiegać końca. W maju tego roku on i piłkarze prowadzonego przez niego Sportingu zostali zaatakowani przez grupę kiboli uzbrojoną w pałki i prowizoryczną broń. Owocem tego wydarzenia było rozwiązanie kontraktu z kilkoma kluczowymi piłkarzami, m.in. bramkarzem Ruim Patricio. Z prowadzenia drużyny zrezygnował też sam trener, który na łamach mediów oskarżał prezydenta klubu, Bruno de Carvalho, o współudział w ataku.
Następnie trafił do czołowego klubu w Arabii Saudyjskiej, Al-Hilal Riad. Niech o jego charakterze świadczy fakt, że przetrwał tam tylko nieco ponad pół roku. Powodem miała być chęć powrotu do Portugalii. Saudyjczykom bardzo zależało na pozostaniu Jorge Jesusa. W przypadku zainteresowania Benfiki powrotem swojego byłego trenera byli oni gotowi zaoferować mu wiele milionów euro.
Ostatecznie po dobrych wynikach w Arabii Saudyjskiej i wieloletnim budowaniu marki na celownik wzięło go brazylijskie Flamengo. Jesus przyjął propozycję, w końcu to jeden z większych klubów Brazylii. Tam zyskał wielką renomę. Wygrał ligę, wygrał Copa Libertadores, wygrał Superpuchar Brazylii. Wygrał praktycznie wszystko, co można. Wspomógł rozwój talentu Reiniera Jesusa, który potem trafił do Realu Madryt. Przyczynił się też do życiowej formy Gabriela Barbosy, czyli Gabigola.
Judasz
Z Flamengo Jesus odszedł po niecałym roku pracy. Kibice ochrzcili go w tym czasie tytułem „Mister”. Jego drużyna osiągnęła średnią 2,41 punktów na mecz. Wprowadził niebywałą dyscyplinę taktyczną, co było rewolucją wśród raczej wyluzowanych Brazylijczyków. Jego drużyna przegrała jedynie pięć meczów. Wpadkę miał tylko jedną – Flamengo szybko poległo w Pucharze Brazylii z mało znanym CS Emelec.
Po pięciu latach ponownie trafił do Benfiki. Przed powrotem był kochany. Przez około sześć lat wcześniejszej pracy zasłużył sobie na status ikony. Jednak pamiętano jego zdradę i odejście do Sportingu. Oficjele Benfiki liczyli, że jego powrót pozwoli powrócić na szczyt po tym, jak FC Porto odebrało im tytuł. Jednak kibice nie chcieli już swojego dawnego ulubieńca. Mimo że z początku jego powrót nie wyglądał aż tak koszmarnie, stworzyli oni stronę, na której każdy fan mógł go „wysłać ponownie” do Flamengo. Ciągle działa, ale po odejściu Jesusa widnieje tam napis „Sucesso”… link .










