Na zakończenie jedenastej kolejki włoskiej Serie A stanęły naprzeciwko siebie Parma z Sampdorią. I dość nieoczekiwanie piłkarze dowodzeni przez Domenico Di Carlo, będą musieli do Genui wracać na tarczy, gdyż ulegli gospodarzom 1:0.
Istotną ciekawostką wiążącą się ze startem meczu była nieobecność kluczowych zawodników w obu drużynach. Pasquale Marino nie mógł przede wszystkim skorzystać z usług wypożyczonego z Juventusu Turyn Sebastiana Giovinco. O fakcie tym zadecydował drobny uraz, na który skarżył się młody zawodnik. Z kolei w ekipie gości nie mógł wystąpić z wiadomych względów enfant terrible z Genui, czyli Antonio Cassano. Zatem już przed meczem można było domniemywać, iż emocje będą mniejsze niż można by oczekiwać, gdyby wystąpić mogli wspomniani piłkarze.
Niestety przewidywania stały się faktem. Co warto odnotować, ogromny wpływ na przebieg spotkania rozgrywanego na Ennio Tardini miała poniekąd sytuacja stricte pogodowa. Nad obiektem w Parmie rozprzestrzeniła się gęsta mgła, która bardzo ograniczała widoczność kibicom oraz utrudniała grę samym piłkarzom. I tak praktycznie przez całą pierwszą połowę, obfitującą w małą liczbę sytuacji podbramkowych.
Pierwsza i jak się później okazało jedyna akcja powodująca zagrożenie w strefie pola karnego (w pierwszej części gry) miała miejsce w 36. minucie meczu. Zespół gospodarzy zainicjował składną wymianę podań, po której doszło do dośrodkowania, lecz do bramki strzeżonej przez Gianluce Curciego nie trafił ostatecznie Cristian Zaccardo. Po za tym jednym momentem, gra toczona była w ślimaczym tempie w centralnej części boiska.
Druga odsłona nie napawała optymizmem. Mgła nadal znajdowała się nad Ennio Tardini, a gra po wyjściu obu jedenastek z szatni nie uległa poprawie. Niecelnymi strzałami na bramkę raczyli kibiców w drugiej połowie Giampaolo Pazzini i Guido Marilungo. Pierwszy zaliczył strzał w poprzeczkę, co mogło spowodować szybsze bicie serca zdegustowanego kibica Parmy. Natomiast drugi oddał strzał głową w kierunku bramki Antonio Mirante, aczkolwiek został on zatrzymany przez obrońcę gospodarzy.
Ostatnie dwa kwadranse wprowadziły drobne poruszenie wśród kibiców, gdyż akcje przeprowadzane przez drużyny nabrały minimalnego wzrostu tempa. Z tym że miny tifosi gospodarzy nadal nie pokazywały radości, wręcz przeciwnie. Zawodnikiem dogłębnie przyczyniającym się do takiego obrotu sprawy był Antonio Candreva. Wychowanek Ternany oddał strzał z dystansu, który mógł go co najwyżej predysponować do zastąpienia Sebastiana Janikowskiego w roli najlepszego kopacza w NFL.
W 76. minucie spotkania rozgrywanego na dramatycznie słabym poziomie, na strzał z dystansu zdecydował się z kolei Stefano Morrone, lecz czujnością umysłu w bramce gości zaimponował Curci, który nie miał okazji do ponownej interwencji po dobitce Hernana Crespo, gdyż ten oddał strzał, ostatecznie lądujący w górnym rzędzie trybuny, za bramką bronioną przez defensorów Sampdorii Genua.
Gdy wszyscy już powoli przygotowywali się do opuszczenia stadionu, przeświadczeni myślą o zdobyciu punktu, niespodziankę swoim kibicom sprawił Waleri Bożinow. Po asyście Cristiana Zaccardo, bułgarski napastnik strzelił swoją drugą bramkę w obecnych rozgrywkach Serie A, dając jednocześnie swoim kolegom z drużyny cenne zwycięstwo nad „Blucerchiati” i zdobycz trzech punktów. Zespół z regionu Emilia-Romania awansował na 16. pozycję w ligowej tabeli, uciekając tym samym ze strefy kwalifikującej do opuszczenia najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech.










