Po emocjonującym meczu Fiorentina przy dużym udziale Artura Boruca zremisowała 0:0 z Milanem. Polski bramkarz szczególnie w drugiej części gry miał okazję, aby wykazać się swoimi umiejętnościami bramkarskimi i dzięki temu „Gigliati” zwiększyli swój dorobek punktowy o jedno oczko.
Mecz pomiędzy Fiorentiną a Milanem był specyficzny przede wszystkim dla polskich kibiców. W bramce klubu z Florencji stał rzecz jasna Artur Boruc, który w sobotni wieczór musiał bronić strzały między innymi takich piłkarzy jak Zlatan Ibrahimović czy Robinho. Przed zespołem dowodzonym od niedawna przez Delio Rossiego było zatem nie lada trudne zadanie. Tym bardziej że w ostatnim czasie Milan popularnej „Violi” po prostu nie leżał. Na dziesięć ostatnich spotkań „Rossonerri” siedem razy schodzili z murawy jako zwycięzcy i tylko trzy razy Fiorentina wywalczyła remis.

Od samego początku spotkania widoczna była przewaga gości. Szczególnie po prawej stronie boiska gospodarze mieli powody do niepokoju, gdyż cały czas wkręcany w ziemię przez Robinho był Manuel Pasqual. Na szczęście dla miejscowych kibiców, piłkarzom 18-krotnego mistrza Włoch brakowało precyzji w wykańczaniu sytuacji podbramkowych. Wiedzą coś o tym między innymi Clarence Seedorf i reprezentant Szwecji – Zalatan Ibrahimović – którzy prowadzili w klasyfikacji niecelnych strzałów na bramkę. W związku z tym pierwszy kwadrans meczu w gole nie obfitował.
Kolejne minuty w dalszym ciągu przebiegały pod dyktando mistrzów Włoch. Co rusz wywiązywać się ze swoich zadań w defensywie musieli Lorenzo De Silvestri oraz Alessandro Gamberini, którzy zazwyczaj wybijali piłkę z dala od własnej bramki. W 31. minucie meczu przed szansą zdobycia gola stanął z kolei Alberto Aquillani, który oddał strzał głową, jednak futbolówka minimalnie minęła światło bramki i wynik na tablicy świetlnej nadal brzmiał 0:0.
Gilardino i spółka okazji do zdobycia gola mieli jak na lekarstwo. Dobre ustawienie piłkarzy dowodzonych przez Massimiliano Allegriego umożliwiało powstrzymywanie ataków Fiorentiny już w zarodku. Jednak na pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry pierwszej połowy przed szansą zdobycia bramki dającej prowadzenie stanął Alberto Gilardino. Ostatecznie były zawodnik Milanu fatalnie przestrzelił i stadion Artemio Franchi obiegł tylko jęk zawodu.












