Pamiętne spotkanie ze Słowenią w Mariborze, kiedy Polska reprezentacja przegrała 0:3. To właśnie wtedy swój ostatni mecz w kadrze rozegrał Artur Boruc. W piątkowym pojedynku, po kilkuletniej przerwie, znów widzieliśmy między słupkami byłego bramkarza Celticu Glasgow, jednak nie był to udany powrót. Mimo fatalnej postawy Polaków w meczu z Ukrainą Artur z nadzieją patrzy w przyszłość.
Piątkowy mecz z Ukrainą był dla obu ekip bardzo ważnym pojedynkiem, który niemal decydował o szansach na awans. Porażka Polaków postawiła w bardzo trudnej sytuacji naszą reprezentację, ponieważ strata do liderującej Czarnogóry i będącej zaraz za nią w tabeli Anglii jest już przytłaczająca i w ewentualny awans podopiecznych Waldemara Fornalika trudno wierzyć. Artur Boruc zapowiada jednak, że wciąż wszystko jest możliwe. Przyznaje, że sytuacja się skomplikowała, ale ciągle można liczyć na awans.

– Kibice czują teraz frustrację, bo uważają, że oddala się coś, na co czekaliśmy. Nie do końca się z tym zgodzę. Bo się nie oddaliło. Sytuacja nie jest do pozazdroszczenia, ale bez przesady, krytyczna też nie. Mamy szansę na awans i to całkiem sporą – powiedział bramkarz Southamptonu.
Artur Boruc broni również Waldemara Fornalika, twierdząc, że to piłkarze zawinili, kiedy po stracie pierwszego gola jakby uśpieni nie potrafili właściwie zareagować na sytuację, jaką zgotowali im Ukraińcy. Bramkarz stwierdza, że teraz musi być już tylko lepiej i zapewnia: – Czas dramatu już minął.










