Kolejne pełne dramaturgii spotkanie oglądali kibice na White Hart Lane. Wynik meczu zmieniał się jak w kalejdoskopie. Tottenham przegrywał już dwoma bramkami, jednak podopieczni Tima Sherwooda zdołali wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i doprowadzili do zwycięstwa. Przez całą drugą połowę to „Koguty” były stroną przeważającą i mieli sporo okazji do objęcia prowadzenia, jednak dopiero w doliczonym czasie gry potężny strzał Sigurdssona dał im upragnione zwycięstwo.
Polski bramkarz zagrał od pierwszej minuty i to pod jego bramką zawiązała się pierwsza akcja, jednak stoperzy „Świętych” poradzili sobie z podaniem w pole karne. Boruc miał o tyle ułatwione zadanie, że Emanuel Adebayor nadal leczy kontuzję i w jego miejsce w ataku pojawił się zdecydowanie mniej skuteczny Roberto Soldado. Już w 2. minucie obrońca Tottenhamu, Kaboul, po dobrym dośrodkowaniu z rzutu rożnego skierował piłkę na bramkę Artura Boruca, jednak polski golkiper nie miał najmniejszych problemów z wyłapaniem strzału.

Pierwsze minuty spotkania pokazały, że „Koguty” będą atakowały i stosowały wysoki pressing, próbując wykorzystać w szybkich skrzydłowych, a Southampton będzie się starał zadać decydujący cios, kontrując ich poczynania. Pierwsza szansa dla „Świętych” pojawiła się w 6. minucie, kiedy to po podaniu Ricky’ego Lamberta Lallana niecelnie strzelał na bramkę Hugo Llorisa. Kilka minut później Rodriguez otrzymał świetne podanie od Lallany i zdobył bramkę, jednak sędzia liniowy zauważył minimalny spalony napastnika.
Podopieczni Mauricio Pochettino z minuty na minutę stwarzali coraz to groźniejsze akcje, a Tottenham cofał się głębiej pod własne pole karne. Teraz „Koguty” starały się kontrować atakujący Southampton, podczas gdy „Święci” rozgrywali piłkę przed polem karnym Llorisa. Pierwsza klarowna sytuacja pojawiła się po akcji Chadliego, który otrzymał podanie na dobieg po klepce z Soldado, jednak pomocnik Tottenhamu nie był w stanie dokładnie zacentrować piłki w polu karnym Boruca, a obrońcy nie mieli kłopotu z przerwaniem tej akcji. Głównym problemem gospodarzy była w początkowych kilkunastu minutach niedokładność podań, a „Święci” zdecydowanie za często byli łapani na spalonym.
Jednak już w 19. minucie fenomenalną asystą popisał się… Artur Boruc. Polski bramkarz wybijał piłkę na tyle szczęśliwie, że ta przeskoczyła piłkarza Tottenhamu i trafiła pod nogi Rodrigueza, który podprowadził futbolówkę w pole karne Llorisa i pewnie uderzył w prawy dolny róg bramki obok bezradnego bramkarza. „Święci” prowadzili 1:0. „Koguty” zareagowały pozytywnie na straconą bramkę i już kilkanaście sekund po utracie gola zepchnęli Southampton do głębokiej defensywy. Jednak historia lubi się powtarzać i ponownie brakowało dokładności w kończących akcję podaniach. Piłkarze Pochettino nie mieli najmniejszych problemów, by w najważniejszych momentach przerywać coraz groźniejsze sytuacje stwarzane przez gospodarzy i sami skutecznie rozgrywali akcje. W 25. minucie swoją pierwszą szansę na zdobycie bramki miał będący na celowniku największych angielskich klubów obrońca Luke Shaw, jednak piłka po jego potężnym strzale z dystansu odbiła się od obrońców i wyszła na rzut rożny, z którego większego pożytku dla prowadzącego w spotkaniu na White Hart Lane zespołu nie było.











