Przyszłość czterokrotnego zdobywcy Pucharu Anglii jawi się w czarnych barwach. Problemy finansowe, opóźnienia w wypłatach oraz właściciel, który mimo wpędzenia klubu w kłopoty ani myśli o sprzedaży Boltonu Wanderers. Jakby na przekór kibicom, którzy od słownych protestów przeszli do czynów. Atmosfera na University of Bolton Stadium jest wręcz nuklearna, a nie poprawia jej miejsce „The Trotters” w strefie spadkowej angielskiej Championship.
Na pierwszy rzut oka genezy problemów Boltonu Wanderers można by doszukiwać w sezonie 2011/2012. Opuszczenie Premier League po ponad dziesięciu latach pozbawiło „The Trotters” wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych, które stanowiły znaczną część budżetu klubu. Zespół, który jeszcze pięć lat wcześniej uplasował się na szóstej pozycji w tabeli, czekała batalia o powrót do elity. Raczej nikt wśród sympatyków Boltonu Wanderers nie przypuszczał, że rozbrat z angielską ekstraklasą może potrwać dłużej niż jeden sezon.
Stało się inaczej. Wspomnienia o graczach pokroju Ivana Campo czy przede wszystkim Jay-Jaya Okochy zaczęły zacierać się na Reebok Stadium (obecnie University of Bolton Stadium). Z każdą kolejną kampanią „The Trotters” zamiast walczyć o awans, plasowali się coraz niżej w tabeli Championship. Apogeum nastąpiło w sezonie 2015/2016, po zakończeniu którego Bolton Wanderers spadł na trzeci poziom rozgrywkowy. Jeszcze w trakcie trwania feralnej kampanii na światło dzienne wyszły długi klubu wynoszące 185 milionów funtów. Głównie wobec długoletniego właściciela, Eddiego Daviesa. Biznesmen zdecydował się jednak umorzyć dług, byle tylko przyspieszyć sprzedaż klubu. To właśnie w tej decyzji można doszukiwać się genezy obecnych problemów „The Trotters”.

Nowy właściciel – jeszcze większe problemy
Sprzedaż doszła do skutku już w marcu 2016 roku. Bolton Wanderers przejęły konsorcjum Sports Shield prowadzone przez byłego zawodnika klubu, Deana Holdswortha, oraz Inner Circle należące do Kena Andersona. Problemy finansowe wreszcie miały się zakończyć, a sytuacja w klubie ustabilizować. Nic bardziej mylnego. W trakcie kampanii nie obyło się bez kłopotów w pionie zarządzającym. Po kłótni między nowymi właścicielami dotyczącej transferu Zacha Clough Dean Holdsworth zdecydował się odsprzedać udziały w klubie Kenowi Andersonowi. Pod względem sportowym „The Trotters” zaliczyli jednak udany sezon, powracając na zaplecze Premier League.
Z każdym kolejnym miesiącem pod względem finansowym w Boltonie Wanderers było tylko gorzej. Choć po awansie do Championship klub zdołał się utrzymać, to obecnie jest to wielce wątpliwe. Już w trakcie przygotowań do sezonu kłopoty „The Trotters” tylko się spotęgowały. Z powodu nieotrzymania pensji zawodnicy Phila Parkinsona zastrajkowali, nie rozgrywając sparingu z St. Mirren. Problemów było jednak znacznie więcej. Nad klubem pogrążonym w chaosie ciążyło widmo wejścia zarządu komisarycznego, które skutkowałoby odjęciem dwunastu punktów. Całą sytuację udało się jednak załagodzić, podpisując porozumienie z głównym wierzycielem BluMarble Capital Ltd. oraz innymi. Konieczna była jednak też spłata ponad 4 milionów funtów zadłużenia.










