Bolesna lekcja futbolu! Włochy 2:0 Polska


Dominacja Włochów i bezradność Polaków. Tak w skrócie opisać można dzisiejszą rywalizację na Mapei Stadium

15 listopada 2020 Bolesna lekcja futbolu! Włochy 2:0 Polska
Tomasz Folta / PressFocus

800 dni temu Jerzy Brzęczek debiutował jako selekcjoner reprezentacji Polski – na wyjeździe z Włochami. Wówczas zagraliśmy dobre spotkanie, które pozwoliło przywieźć do kraju cenny punkt. Dziś, po ponad dwóch latach, znowu zagraliśmy na Półwyspie Apenińskim. Znowu w Lidze Narodów. Tym razem było to jednak zdecydowanie bardziej bolesne doświadczenie. Osłabieni Włosi dali nam srogą lekcję futbolu, brutalnie pokazując miejsce w szeregu. Pozytywy? Utrzymanie w najwyższej dywizji rozgrywek.


Udostępnij na Udostępnij na

We współczesnej historii piłki nożnej drogi reprezentacji Polski i reprezentacji Włoch schodziły się wielokrotnie – a dokładniej 17 razy. Oczywiście najsłynniejsze mecze z tym rywalem rozgrywaliśmy na wielkich turniejach. W 1974 roku na mundialu w Niemczech „Orły Górskiego” sprawiły nie lada niespodziankę i pokonały faworyzowanych Włochów, finalistów poprzedniej edycji.

Osiem lat później, znowu na mistrzostwach świata, Polska i Włochy zmierzyły się dwukrotnie. Pierwszy mecz w fazie grupowej zakończył się bezbramkowym remisem, natomiast w półfinale lepsi okazali się przeciwnicy z Półwyspu Apenińskiego.

Losowanie przydzieliło obie te reprezentacje do jednej grupy także w poprzedniej edycji Ligi Narodów. Wówczas najpierw zremisowaliśmy w Bolonii, by następnie przegrać na Stadionie Śląskim po golu w doliczonym czasie gry.

Wtedy przyszedł rok 2020 i kolejna szansa rewanżu. O zgrozo, znowu w Lidze Narodów. Pierwsze spotkanie rozegrane zostało miesiąc temu. W Gdańsku nie zobaczyliśmy jednak goli i ekipy podzieliły się punktami.

Biorąc pod uwagę całą historię, lepszym bilansem mogą pochwalić się właśnie Włosi, którzy wygrywali z nami dotychczas sześć razy. Trzykrotnie spotkania zwycięsko kończyli „Biało-czerwoni” i aż siedem razy padał remis.

FJW: Reprezentacja Polski kontra Włochy na przestrzeni lat

Dzisiaj zatem przed kadrą Jerzego Brzęczka pojawiła się kolejna szansa na poprawę tych dość niefortunnych statystyk. Oczywistym faworytem zdawała się „Squadra Azzurra”, ale sytuacja w grupie Ligi Narodów nieoczekiwanie przemawiała za nami. Polska bowiem przed pierwszym gwizdkiem sędziego zasiadała na fotelu lidera, co było pokłosiem dwóch pewnych zwycięstw z Bośnią i Hercegowiną. Nasi dzisiejsi rywale mieli na swoim koncie jedno oczko mniej.

Włochy są rzeczywiście mocniejsze od Polaków, ale w piłce bywa tak, że nie zawsze wygrywa silniejszy zespół. Chcemy pozostać w najwyższej grupie Ligi Narodów i być może jesteśmy już bezpieczni – mówił prezes Zbigniew Boniek, cytowany przez Transfery.info.

Problemy, zmiany i… jeszcze raz zmiany

Nasi rywale – Włosi – przystępowali do spotkania na Mapei Stadium w bardzo zmodyfikowanym składzie personalnym. A to z uwagi na szereg absencji, jakie pojawiły się w tej reprezentacji w ostatnim czasie. Z powodu kontuzji nie mogli dziś zagrać między innymi Moise Kean oraz Leonardo Bonucci.

Ponadto wielu powołanych piłkarzy zmagało się z problemem natury epidemicznej – pozytywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa. Przed zakażeniem nie uchronił się także selekcjoner, Roberto Mancini. W rywalizacji z Polską, podobnie zresztą jak w ostatnim meczu towarzyskim z Estonią, zmuszony był go zastąpić asystent, Alberigo Evani. – Szczerze mówiąc, straciłem rachubę, kto nie będzie mógł jutro zagrać, ale to jest zespół, który staje się silniejszy w trudnej sytuacji – przekonywał dzień przed meczem wspomniany Evani.

Sporo zmian zaszło również w naszej reprezentacji, choć w tym wypadku nie były one wywołane kontuzjami czy koronawirusem. Dziś od pierwszej minuty na boisko nie wybiegł żaden zawodnik, który był w wyjściowej jedenastce na środowy mecz z Ukrainą.

Wówczas jednak Jerzy Brzęczek jasno zapowiadał, że szansę otrzymają zawodnicy, którzy nie mogą liczyć na regularne występy w narodowych barwach. Najlepiej świadczyć mogła o tym obecność w bramce Łukasza Skorupskiego.

W Reggio Emilia miejsce między słupkami zgodnie z przewidywaniami zajął Wojciech Szczęsny. Do składu wrócił także nasz podstawowy blok defensywny – Bednarek z Glikiem. Niespodzianki? No może obstawa środka pola. Selekcjoner postawił bowiem na wariant z Grzegorzem Krychowiakiem, Karolem Linettym oraz Jakubem Moderem.

Jakość dała o sobie znać

Włosi mimo sporych problemów kadrowych wyszli na boisko bardzo zmotywowani. Potrzebowali zaledwie kilku minut, by zupełnie podporządkować sobie grę. A nasi? Nie ma co się oszukiwać, byli bezradni.

Nasza gra ofensywna kompletnie nie istniała. W pierwszej połowie nie oddaliśmy żadnego strzału. Większość akcji Polaków kończyła się nieudolnym wycofywaniem piłki do tyłu. Najlepiej świadczy o tym fakt, że przed przerwą Wojciech Szczęsny miał na swoim koncie 32 kontakty z piłką. Więcej od niego mieli jedynie: Arkadiusz Reca, Bartosz Bereszyński i Jan Bednarek.

Gospodarze byli natomiast naszym przeciwieństwem. Grali szybko i błyskotliwie. Po raz pierwszy zagrozili nam już w 7. minucie, kiedy to uderzenie z dystansu Bernardeschiego zostało dobrze odczytane przez Wojtka Szczęsnego. Po tej sytuacji dominacja Włochów nasiliła się jeszcze bardziej.

W 20. minucie zdołali oni wpakować piłkę do polskiej bramki, ale sędzia dość szybko przerwał radość. W momencie strzału na pozycji spalonej znajdował się napastnik Włochów, który w znaczący sposób ograniczał naszemu bramkarzowi widoczność.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Pięć minut później Grzegorz Krychowiak dopuścił się przewinienia w polu karnym, a arbiter bez zawahania wskazał na 11. metr. Do piłki podszedł Jorginho i w swoim stylu wpakował ją do siatki.

***

Na drugą część tego meczu Jerzy Brzęczek wprowadził trzech nowych graczy. Obraz gry zmienił się jednak tylko nieznacznie. Na domiar złego na kwadrans przed końcem z boiska wyleciał Jacek Góralski. Nasze szanse na punkty zostały zatem zniwelowane do minimum. Włosi grę w przewadze wykorzystali już chwilę później – Szczęsnego pokonał Domenico Berardi, który na co dzień występuje w Sassuolo.

Subiektywnie muszę stwierdzić natomiast jedną rzecz. Dzisiejsza rywalizacja z Włochami dobitnie pokazała, że pewnego poziomu po prostu nie przeskoczymy. Finlandia, Bośnia i Hercegowina, Ukraina to dla nas rywale optymalni. W starciach z europejską czołówką mamy problem z pokazaniem czegokolwiek.

Jakieś pozytywy po tej niedzieli? Na siłę szukając, jesteśmy już pewni utrzymania w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Ale to tyle…

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze