Ależ mecz oglądaliśmy w Gliwicach! Pięć bramek, 35 strzałów, czerwona kartka, dwa rzuty karne, aż wreszcie gol w ostatniej minucie spotkania. Piast wygrywa u siebie 3:2 i wskakuje na trzecie miejsce w tabeli!
W pierwszym kwadransie tego spotkania oglądaliśmy spokojną grę, bez większych spięć podbramkowych. Pierwsza groźna okazja została jednak od razu przełożona na gola. W 16. minucie nieporadność obrońców Piasta wykorzystał Stevanović i plasowanym uderzeniem wyprowadził gości na prowadzenie. Chwilę później w rewanżu dwie okazję mieli gliwiczanie, ale najpierw szarżującego Robaka uprzedził Tadeusz Socha, a następnie Podgórski przegrał pojedynek z Gikiewiczem.

Pół godziny gry obnażyło braki obu zespołów, znane już przed tym meczem – ustawianie się defensywy i cała gra w destrukcji. Wystarczyło niewielkie przyspieszenie akcji, by obrońcy Piasta lub Śląska gubili się w swoich szeregach. Tak też było w 32. minucie, gdy Podgórski wyprzedził spóźnionego Sochę, wycofał do Robaka, który włożył w swoje uderzenie mnóstwo siły, ale zbyt mało precyzji, by wyrównać. Goście starali się strzelić przed przerwą drugą bramkę, ale Piotr Ćwielong zaprzepaścił niezłą okazję na osiem minut przed zejściem do szatni.
Pierwsza połowa wyglądała jak nieśmiałe przeciąganie liny – raz inicjatywę przejmowała drużyna trenera Brosza, raz podopieczni trenera Levy’ego, ale liczne błędy z obu stron potrafił wykorzystać tylko Stevanović, który strzałem z 16. minuty dał gościom prowadzenie.
Druga część spotkania rozpoczęła się od wysokiego C. Najpierw Trela wygrał pojedynek z Ćwielongiem, akcja przeniosła się na drugą stronę, ale tam fatalnie spudłował Ruben Jurado. Już minutę później Sobota dograł do Mili, lecz kapitanowi Śląska zabrakło kilkunastu centymetrów, by umieścić piłkę w siatce. 50. minuta – strzał Podgórskiego był blokowany, piłka poszybowała wysoko w powietrze i spadła tuż przed linię bramkową. Tam sędzia Borski doszukał się przewinienia Adama Kokoszki na Oleksym i wskazał ręką na wapno. Do futbolówki podszedł Jurado i pokonał Gikiewicza, choć ten wyczuł intencję strzelca.

W 58. minucie było już 2:1. Klops Soboty (deja vu z jesiennego pojedynku tych drużyn) wykorzystał Paweł Oleksy, następnie w sytuacji jeden na jeden nie dał szans Gikiewiczowi. Śląsk kontrolował prowadzenie, ale dwa ciosy „Piastunek” sprowadziły mistrza Polski na ziemię. Goście z Wrocławia przeważali w posiadaniu piłki, prowadzili grę, ale musieli odpokutować za indywidualne błędy w defensywie. W 74. kolejny już błąd w ustawieniu defensorów Piasta wykorzystał Cetnarski, którego powalił w polu karnym Oleksy. Sędzia Borski podyktował drugiego karnego w tym spotkaniu, a obrońcę Piasta wyrzucił z boiska. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Dalibor Stevanović, który umieścił piłkę niemal w samym okienku bramki strzeżonej przez Dariusza Trelę. Słoweniec mógł nawet ustrzelić hat-tricka, jednak jego strzał z 88. minuty ekwilibrystycznie zatrzymał golkiper rywali.
I gdy już wszyscy myśleli, że jest po meczu, to stało się coś niesamowitego. Doliczony czas gry – cudowny rajd Cicmana, który balansem ciała zgubił Pawela, dograł do wbiegającego Radosława Murawskiego, który premierowym golem w ekstraklasie dał Piastowi arcyważne trzy punkty. Akcja rezerwowych w ostatniej minucie, gliwiczanie, grając w osłabieniu, strzelają bramkę – SZALONE SPOTKANIE!
Cóż to był za spektakl! Masa błędów w defensywie, kontrowersyjne karne, czerwona kartka dla Oleksego, ogrom okazji z obu stron, aż wreszcie gol w 94. minucie. Olśniewający bój godny pojedynku o europejskie puchary. Wymowna była reakcja trenera Levy’ego, który omal nie zdemolował ławki rezerwowych. Liczba 35 strzałów w całym spotkaniu mówi sama za siebie. Bohaterem Radosław Murawski, który strzela swojego pierwszego gola w T-Mobile Ekstraklasie.
jak na beniaminka to osiagnal duzy sukces