Wynikiem 1:2 skończył się piątkowy mecz Widzewa z Wisłą. Pierwsza bramka padła już po 52 sekundach spotkania. Fani zobaczyli trzy piękne bramki, ale poza tym rwane tempo gry i nieprzemyślane akcje, świetny mecz Meliksona, dwa gole Boguskiego i 11 żółtych kartek.
Zapowiadane przez trenera Kulawika roszady to powrót Sobolewskiego do środka pola i brak klasycznego napastnika. Na pozycji najbardziej wysuniętego pomocnika pojawiali się zamiennie Melikson, Iliew i Boguski. Z kolei w Widzewie kontuzjowanego Abbesa zastąpił Duda, a wykartkowanego Aleksa – Mariusz Rybicki.

Strzelanie w Łodzi rozpoczęto już w 52. sekundzie spotkania. Jaliens dograł prostopadła piłkę do Meliksona, ten płasko dośrodkował na piąty metr, a tam nadbiegał Rafał Boguski, któremu pozostało dołożenie nogi i wpakowanie futbolówki do siatki. Widzew starał się odpowiedzieć kilka minut później, ale strzał Kaczmarka z ostrego konta intuicyjnie wybronił Pareiko. Ledwie 11 minut upłynęło od pierwszej bramki dla Wisły, a przyjezdni cieszyli się z gola numer dwa. Praktycznie identyczna akcja – dośrodkowuje Iliew, znów strzela Boguski i wiślacy prowadzą już 2:0. Jak pewnie czuli się goście, najlepiej obrazuje zachowanie Meliksona, który pod presją rywala potrafił odegrać piłkę plecami do partnera z drużyny. Izraelczyk od początku spotkania błyszczał na boisku.
27. minuta przyniosła kontaktowego gola dla Widzewa. Była to piękna akcja – efektowne zagranie piętą Rybickiego do Kaczmarka, ten wrzuca wprost na głowę Ben Dhifallah, który wykorzystuje swoje warunki fizyczne i mocnym strzałem kieruje piłkę do siatki. Tunezyjczyk kilka minut później „popisał” się żenującą symulacją przy okazji starcia z Arkadiuszem Głowackim, za co powinien obejrzeć żółtą kartkę, jednak sędziujący to spotkanie arbiter Tomasz Wajda nie ukarał piłkarza Widzewa za to niesportowe zagranie. Ostatni kwadrans gry minął pod znakiem przesadnej agresji, ostrych wślizgów i brzydkich gestów, zamiast akcji takich jak w przypadku drugiego gola dla Wisły czy kontaktowego trafienia gospodarzy. Przed końcowym gwizdkiem hat-tricka mógł skompletować Boguski, ale jego uderzenie minęło słupek bramki Mielcarza.
W pierwszej połowie poza bramkami nie oglądaliśmy prawie żadnych strzałów. Jednak trzy gole w 28 minut mogły napawać optymizmem przed drugą częścią meczu. Za postawę w pierwszych 45 minutach na pewno warto pochwalić ofensywne wiślackie trio Iliew – Boguski – Melikson, a także Kaczmarka, który szarpał na lewej stronie łodzian.
Sześć minut po wznowieniu spotkania fenomenalna okazję miał Ben Dhifallah – znów wrzucał Kaczmarek po szybko rozegranym rzucie wolnym, Tunezyjczyk był przed pustą bramką, ale jego ekwilibrystyczny strzał trafił w słupek. W 58. minucie na bramkę Widzewa popędził Melikson, dograł wysoką piłkę przed pole karne, gdzie klatką piersiową do Iliewa zgrywał Garguła, a Bułgar mocny uderzeniem postraszył Macieja Mielcarza. Główny aktor tego spotkania, czyli Melikson, po jednym ze swoich rajdów musiał opuścić boisko, stanął bowiem tak niefortunnie, że prawdopodobnie skręcił staw skokowy.











