Z Jakubem Błaszczykowskim rozmawialiśmy tuż po zakończeniu spotkania towarzyskiego z Litwą. Kapitan reprezentacji Polski nie miał powodów do zadowolenia, krytykował zwłaszcza pierwszą połowę w wykonaniu naszych reprezentantów, próbował analizować przyczyny porażki i chwalił skuteczne kontry Litwinów.
Korespondencja z Kowna
Jak są Twoje odczucia po spotkaniu z reprezentacją Litwy?
Taki mecz na pewno nie przynosi powodów do zadowolenia. Czujemy ogromne rozczarowanie i zdajemy sobie z tego sprawę. Nie wydaje mi się, że mecze międzypaństwowe powinny tak wyglądać, mówię tutaj o warunkach, w jakich rozgrywaliśmy spotkanie. Gra się wtedy na lepszych boiskach, moglibyśmy dużo więcej pokazać i byłoby to dużo lepsze dla kibiców, przyjemniejsze dla oka.
Padły w przerwie ostrzejsze słowa?

To jest normalne, że się mobilizowaliśmy, w drugiej połowie to było widać. Trochę inaczej do tego podeszliśmy niż w pierwszej części spotkania. Nie graliśmy już tych krótkich podań, które w pierwszej połowie okazały się dla nas dość zabójcze, i wyglądało to dużo lepiej. Mieliśmy kilka sytuacji, takich naprawdę stuprocentowych były trzy, cztery, jakbyśmy wykorzystali jedną, to później by było łatwiej.
Spodziewaliście się, że będzie ciężko, czy był to wyższy poziom, niż oczekiwaliście?
Spodziewaliśmy się tego, że będą czekali na swojej połowie i wyprowadzali kontry. I tak też to miało miejsce. Główny mankament – za bardzo byliśmy rozciągnięci po stracie piłki, nie myśleliśmy w momencie atakowania, że możemy tę piłkę w danym momencie stracić i wtedy się pojawiał problem, bo Litwini wykorzystywali nasze rozciągnięcie i wyprowadzali kontry. Wyprowadzili je trzy, z czego dwie zakończyły się bramkami. Niekiedy jest tak, że musisz się liczyć z tym, że jak grasz z takim przeciwnikiem, to jakieś kontry mu wyjdą. Nikt chyba nie przypuszczał, że dziś będzie to aż tak skuteczne. W naszym przypadku nie można o tym powiedzieć, że były skuteczne, też mieliśmy swoje kontry, ale nie wykorzystaliśmy żadnej.
Niepokoi też taki chaos z tyłu, bo te padły bramki po błędach środkowych obrońców.
Tak na gorąco ciężko mi oceniać, to nie jest moim zadaniem. Musimy wszystko przeanalizować, ocenić i wyciągnąć wnioski, aczkolwiek drużyna broni się cała, więc nie ma tak, że dwóch obrońców jest odpowiedzialnych za to. Główny problem pojawił się z przodu, pamiętam przy pierwszej bramce straciliśmy piłkę po lewej stronie i mieliśmy jeszcze 80 metrów, żeby tę piłkę odzyskać. Niestety, nie udało się i straciliśmy bramkę.












