Dawniej we włoskiej Serie A na próżno było szukać polskich zawodników. Przez długi czas była to liga, do której polskich piłkarzy nie sprowadzano. Tendencja ta odmieniła się jednak w momencie, gdy włoskie calcio zaczęło popadać w kryzys finansowo-sportowy. Wówczas Polscy zawodnicy zaczęli coraz częściej pojawiać się w składach włoskich zespołów. Grze w Serie A sprostało do tej pory niewielu z nich, a najprawdopodobniej w ten weekend szansę na debiut otrzyma kolejny – Jakub Błaszczykowski.
Na odejście z Borussii Dortmund byłego kapitana reprezentacji Polski zanosiło się od początku okresu przygotowawczego, który dla Błaszczykowskiego miał być przełomowy. Kuba miał przepracować całe lato pod okiem nowego trenera i odzyskać miejsce w podstawowym składzie, które zabrały mu liczne kontuzje. Niestety, na drodze stanął kolejny uraz, przez który Błaszczykowskiego zabrakło w kadrze na mecze sparingowe w Azji. To spowodowało u niego braki w przygotowaniu fizycznym. Thomas Tuchel nie mógł wypróbować Polaka w meczach kontrolnych, więc drużynę budował bez niego. W efekcie ostatniego dnia okna transferowego Błaszczykowski opuścił Dortmund, dołączając do Fiorentiny.
W ten weekend Kuba najprawdopodobniej zadebiutuje w barwach „Violi” na Stadio Artemio Franchi przeciwko Genoi. Ciężko prorokować, czy wybiegnie w podstawowym składzie. Miejscowi dziennikarze przewidują, że dzisiejszy mecz rozpocznie raczej na ławce rezerwowych, wchodząc w drugiej części spotkania, ale w kolejnych powinien już wybiegać w podstawowej jedenastce. Przekonują oni wręcz, że taki piłkarz jak Błaszczykowski nie może siedzieć na ławce.
Konkurencji do gry w pierwszym składzie Kuba nie będzie miał dużej. Warunkiem jego przejścia do Fiorentiny było pozbycie się przez klub hiszpańskiego pomocnika Joaquina. Ten po wielu zawirowaniach odszedł w końcu do Betisu Sevilla. To właśnie na jego pozycji będzie grał Błaszczykowski. O miejsce w składzie walczył będzie z młodym Brazylijczykiem Gilberto. We Florencji wiąże się z nim duże nadzieje, ale polski zawodnik nie powinien mieć większych problemów z wygraniem rywalizacji o miejsce w składzie.
Jeśli zawodnikowi „Biało-Czerwonych” na przeszkodzie nie staną kontuzje, to ma on duże szanse na odbudowanie formy. Być może nie uda mu się wrócić do dyspozycji z najlepszych lat, ale z pewnością klub ze stolicy Toskanii to miejsce, dzięki któremu Kuba może odzyskać pozycję w reprezentacji Polski.
W Fiorentinie grało w ostatnich latach dwóch Polaków. W 2010 roku bramkarzem klubu z Florencji został Artur Boruc. Początki miał trudne, bowiem jego rywalem o miejsce między słupkami był ceniony we Włoszech Sebastian Frey. Po kilku kolejkach Francuz doznał kontuzji, a jego miejsce zajął Polak i spisywał się na tyle dobrze, że Florencja stała się za ciasna dla dwóch klasowych bramkarzy. W rezultacie klub opuścić musiał nie Boruc, lecz Frey.











