Na Inter nadal nie ma mocnych w Serie A. Podopieczni Mourinho bez przeszkód poradzili sobie z przeciętną Catanią, wygrywając 2:1.
Casus Interu pozostaje niezmienny. Inter w Serie A i Inter w Lidze Mistrzów, to dwie różne twarze, to przypadek podobny do Dr Jekylla i Mr Hyde’a. Podopieczni Mourinho, nawet będąc murowanym faworytem, potrafią męczyć się niemiłosiernie w ciągu tygodnia, by w weekendy ze stoickim spokojem i bez większego wysiłku zgarniać trzy punkty. W rozgrywkach europejskich, gdy Inter musi gonić wynik, jest przynajmniej ciekawie i emocjonująco. Mecze z udziałem „Nerrazzuri” w Serie A należą z kolei do mało atrakcyjnych – najczęściej piłkarze z San Siro szybko zdobywają bramkę, a potem kontrolują do końca wynik meczu, nie kwapiąc się, by nadal atakować. Podobny scenariusz miał mecz z Catanią.
Od pierwszych minut Inter rzucił się na gości, ale zarówno Eto’o, jak i Lucio nie potrafili znaleźć sposobu na Campanolo. W 13. minucie było już jednak 1:0. Bramkarz Catanii nie spodziewał się, że Eto’o nie przetnie dośrodkowania Muntariego i źle obliczył tor lotu piłki, która nieoczekiwanie wpadła do siatki. Po kuriozalnym golu, który dał prowadzenie Interowi, oglądaliśmy krótki okres niezłej gry Catanii, starającej się przycisnąć gospodarzy w ich własnym polu karnym. Efektem tego nacisku był dobry strzał Carboniego z 20 metrów, który na jednak na rzut rożny sparował Julio Cesar. Inter widząc rozochoconych piłkarzy z Sardynii, zdecydował się ponownie wrzucić na wyższy bieg. Najpierw Vieira uderzył w poprzeczkę, a potem Sneijder stanął przed doskonałą sytuacją z rzutu wolnego. Jako specjalista w tej dziedzinie gry w piłkę nożną, poradził sobie na medal i Inter mógł spać spokojnie. Catania jakby zauważyła, że zdobycie choćby dwóch bramek dających remis nie jest raczej w ich zasięgu.
Druga połowa obfitowała w jeszcze mniej emocji i akcji niż pierwsza. Jej przebieg był analogiczny do innego dzisiejszego meczu dziewiątej kolejki – pojedynku Sampdorii z Bologną. Catania, która ustępowała wyraźnie Interowi, mimo iż ten formą nie błyszczał, zdołała zdobyć honorowego gola. Jego autorem był na sześć minut przed końcem meczu Giuseppe Mascara, który z jedenastu metrów pokonał Julio Cesara. Inter dowiózł zwycięstwo do końca i wrócił na pozycję lidera, którą przez dwie godziny okupowała wspomniana już Sampdoria.










