Zwykle mecze rozgrywane w niedzielny wieczór są zapowiadane jako hity Serie A. Drużyny Napoli oraz Palermo nie udźwignęły odpowiedzialności i spotkanie okazało się zwykłą mizerią.
Zgodnie z zapowiedziami przedmeczowymi, to Napoli od samego początku konstruowało ataki. Już w 2. minucie Aronica oddał pierwszy strzał w kierunku bramki Sirgu. Bramkarz nie miał problemów z wyłapaniem piłki. Po kilku chwilach niezłym uderzeniem popisał się Marek Hamsik, ale futbolówka minimalnie minęła słupek. Uśpioną czujność neapolitańczyków wreszcie wykorzystali piłkarze Palermo. W pole karne wbiegł Edison Cavani i tak sprytnie się zastawił, że Rinaudo musiał go powstrzymać w sposób nieprzepisowy. Przed szansą zdobycia gola stanął Fabrizio Miccoli, lecz jego strzał kapitalnie obronił De Sanctis. W odpowiedzi Napoli miało groźną sytuację z rzutu wolnego. Autorem strzału był Gargano, ale wciąż czujny w bramce był Salvatore Sirgu. Znów neapolitańczycy atakowali, ale to Sycylijczycy stworzyli sobie przed przerwą świetną sytuację. Strzał Edisona Cavaniego obronił De Sanctis, lecz piłka trafiła wprost pod nogi Fabio Simplicio. Jednak Brazylijczyk fatalnie chybił. W pierwszej części meczu dominowała twarda gra, choć trzeba oddać, że piłkarze obu drużyn starali się grać bardzo fair.
Druga odsłona była nudna i ciągnęła się niczym makaron w spaghetti po neapolitańsku. Doprawdy bardzo trudno jest doszukać jakiejś składnej i skutecznej akcji w wykonaniu jednej z drużyn. Wszystkie ofensywne starania zawodników były albo tłumione w zarodku, albo skutecznie zatrzymywane przez obrońców, albo bramkarze przechwytywali proste piłki. Optyczną przewagę miało Napoli, ale nie potrafiło tego przypieczętować. Palermo było raczej nastawione na kontry i mimo tego, że kilka razy znaleźli się w polu karnym przeciwników, to strzały Sycylijczyków były łatwe do obrony.
Ostatecznie po słabym meczu Napoli remisuje z Palermo. Drużyny prezentowały zbliżony poziom, więc remis jest jak najbardziej sprawiedliwy. Szkoda tylko, że ten poziom był tak mizerny.










