Belgia wygrała na wyjeździe w hitowym spotkaniu grupy A eliminacji do mistrzostw świata z Serbią 3:0. Mimo że wynik wskazuje na komfortowe zwycięstwo, to wcale przyjezdnym nie było tak łatwo, byli po prostu dużo skuteczniejsi od rywali.
Lepiej ten mecz zaczęli gospodarze. Już w 2. minucie Tosić był bliski zapewnienia im prowadzenia, ale trafił jedynie w słupek. Pierwszy kwadrans zresztą należał do Serbów, bo szczęścia, dwa razy nieskutecznie, próbował jeszcze Tadić. Belgowie odpowiedzieli dopiero w 17. minucie niecelnym uderzeniem Benteke. W odpowiedzi głową próbował Nastasić, jednak również nie potrafił on znaleźć recepty na Courtois. Zespoły tak wymieniały cios za cios, aż nadeszła 34. minuta.

Wtedy bowiem z prawej strony piłkę w pole karne dośrodkował De Bruyne, a Benteke urwał się obrońcom i głową wpakował ją do siatki. Szybko chciał odpowiedzieć Tosić, który zaraz po tej bramce miał dwie sytuacje na doprowadzenie do wyrównania, jednak obie po mistrzowsku zmarnował. Przed przerwą próbował jeszcze Kolarow, ale został zablokowany przez obrońcę i na odpoczynek w lepszych humorach schodzili goście.
Na drugą połowę gospodarze wyszli z mocnym postanowieniem poprawy. Jednak chyba tylko na postanowieniu się skończyło, bo o ile Serbowie sytuacje sobie stwarzali, o tyle brakowało im skuteczności. Zaraz po przerwie swoje okazje zmarnowali Kolarow i Tosić. Nieskutecznie odpowiedzieć dwa razy próbował Hazard. Chwilę później gwiazdor Chelsea opuścił zresztą boisko, a na murawie gospodarze nadal atakowali, ale nie potrafili się wstrzelić. Kolejne strzały z gatunku tych niecelnych oddawali Tosić i Tadić.
Tymczasem Belgowie w 68. minucie wyprowadzili zabójczą kontrę. Chadli dostał piłkę na prawej stronie i bez zastanowienia wypuścił w bój Kevina De Bruyne. Wypożyczony do Werderu piłkarz Chelsea popędził w stronę bramki i tym razem do asysty dołożył jeszcze gola, podwyższając prowadzenie swojego zespołu. Serbowie się jednak nie poddawali i chwilę później z dystansu spróbował Tadić. Tym razem strzał był celny, ale na posterunku był Courtois.
W odpowiedzi pomylił się Mertens i znowu akcja przeniosła się pod bramkę Belgów. Co z tego, skoro Scepović ani Tadić nie potrafili się wstrzelić. Belgowie natomiast dobili rywali w 90. minucie. Z lewej strony piłkę dograł w pole karne Vertonghen, a tam niepilnowany Mirallas skierował ją do siatki. Warto dodać, że napastnik Evertonu w tym momencie przebywał na boisku od niecałych pięciu minut. Mirallas ustalił tym samym wynik meczu, zatem trzy gole oraz trzy punkty jadą tym razem do Belgii.










