W pierwszym meczu 7. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Ruch Chorzów pokonał PGE GKS Bełchatów 2:1. Bramkę na wagę trzech punktów dla Ruchu w 88. minucie strzelił Jankowski.
Początek meczu nie należał do najatrakcyjniejszych. Optyczną przewagę mieli chorzowianie, a PGE GKS nastawił się na grę z kontry. Pierwszą dobrą okazję do strzelenia bramki gospodarze mieli w 6. minucie. Z lewej strony dośrodkował Zieńczuk. Piech zgrał piłkę do Straki, ale w ostatniej chwili w akcję Ruchu wmieszał się obrońca GKS-u i zablokował strzał Słowaka. Minutę później swój pierwszy strzał oddała drużyna „Brunatnych”. Na 30. metrze od bramki faulowany był Wacławczyk. Do wykonania rzutu wolnego podszedł Kosowski, ale jego mocny strzał pewnie wyłapał Pesković. Dobrą okazję goście stworzyli sobie w 15. minucie. Chorzowianie stracili piłkę w środkowej strefie boiska na rzecz Wróbla, skrzydłowy PGE GKS-u przedzierał się środkiem i po małym zamieszaniu piłka wylądowała pod nogami Wacławczyka. Pomocnik odwrócił się w kierunku bramki i oddał strzał, ale piłka wylądowała na prawym słupku bramki Peskovicia.

W kolejnych minutach mieliśmy standardową ligową młóckę. Żadnych dobrych akcji, nie mówiąc o strzałach. Gra toczyła się w środku boiska, było dużo niedokładności i dużo fauli. W drugim kwadransie pierwszej połowy nie wydarzyło się zupełnie NIC wartego odnotowania.
Idealną sytuację do strzelenia pierwszej bramki w tym meczu miał w 34. minucie Piech. Gospodarze wyprowadzili akcję z własnej połowy, Straka zagrał do Sultesa na prawe skrzydło, a ten idealnie zagrał w pole karne do niekrytego Piecha. Filigranowy napastnik uderzył z kilku metrów, ale wprost w bramkarza. To powinna być bramka. W 41. minucie Starzyński dograł do Zieńczuka, skrzydłowy Ruchu wpadł w pole karne i uderzył. Jego strzał jednak był mocno niecelny. W końcówce pierwszej połowy mecz się nieco ożywił. W 44. minucie z rzutu rożnego dogrywał Zieńczuk, do piłki wyskoczył Piech, ale zdążył ubiec go stoper PGE GKS-u. Do ostatniego gwizdka nic się nie zmieniło. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis.
W drugiej połowie pierwszą ciekawszą okazję stworzyli „Brunatni”. W 50. minucie Wróbel dobrał z rzutu wolnego, a strzał głową oddał Mak. Piłka przeleciała kilka metrów nad bramką. Ruch niby miał przewagę w posiadaniu piłki, próbował atakować, ale niewiele z tego wynikało. W 59. minucie znakomitym strzałem z około 30 metrów popisał się Sawala, ale piłka uderzyła w prawy słupek bramki Peskovicia i wyszła w pole. Było naprawdę bardzo blisko.












