Polonię Warszawa dotknęły przed rozpoczęciem sezonu najgorsze kataklizmy z możliwych. Niewiele brakowało, by klub przestał istnieć. Ostatecznie jakimś cudem udało się przystąpić do sezonu, i co? I „Czarne Koszule” zanotowały całkiem udany start.
Początek sezonu w wykonaniu warszawskiej Polonii można ocenić wyłącznie pozytywnie. W pierwszym spotkaniu „Czarne Koszule” zwyciężyły 3:1 w Gdańsku tamtejszą Lechię, następnie przegrały u siebie 1:2 z Lechem, po czym pokonały Wisłę w Krakowie 3:1. Stało się to mimo ogromnego zamieszania przed rozpoczęciem sezonu, ucieczek czołowych piłkarzy oraz postawienia na bliżej nieznane wcześniej nazwiska. Niespodzianka? Chyba w takich kategoriach należy to oceniać.

Z jednej strony dobry start Polonii jest sukcesem obecnych piłkarzy tego klubu. W końcu nie grają oni pod presją, jaką wytwarzał ekscentryczny właściciel, nie obawiają się, że za chwilę wylądują w słynnym „Klubie Kokosa”, nie zdarzają się też bezsenne noce po przegranym spotkaniu, podczas których gracze myślą, czy jutro będą jeszcze pracować w tym samym miejscu. Wielkie brawa należą się też Piotrowi Stokowcowi, który z marszu przejął ekipę „Czarnych Koszul” i z marszu zaczął wygrywać. Jakie to wystawia jednak świadectwo polskiej lidze?
Otóż okazuje się, że zespołu nie trzeba budować przez długi czas. Ba! Nawet nie trzeba się przygotowywać do rozgrywek. Wystarczy jedynie trochę determinacji i podrażnionej ambicji, a można pokonać nawet zespół aspirujący do tytułu mistrza Polski, i to na jego terenie. Nic więc dziwnego, że w europejskich pucharach odpadamy ze Szwedami, Czechami, Norwegami czy dostajemy tęgie lanie od przeciętnego zespołu z Bundesligi. W końcu w tych krajach determinacja i ambicja to podstawa, do której dochodzą umiejętności czysto piłkarskie, a nie atut decydujący o postawie całej drużyny.
Jaki więc potencjał drzemie w nowej zabawce Ireneusza Króla? Na pewno jest on duży, trzeba tylko umiejętnie go wykrzesać, a nie gasić coś, co nawet się nie rozpaliło, z uporem nadgorliwego strażaka, jak czynił Józef Wojciechowski. Będziemy śledzić poczynania Polonii z nadzieją, że mimo iż traktowano ją jako brzydkie kaczątko, będzie ona w bieżącym sezonem pięknym łabędziem. Choć trzeba przyznać, że wśród nielotów nawet chwilowy lot zwykłej kaczki jest nie lada wyczynem.











