Za nami ostatnia w rundzie jesiennej kolejka T-Mobile Ekstraklasy. Wszystko już wiadomo, na półmetku Legia jest liderem, a najlepszym strzelcem rozgrywek – Serb Daniel Ljuboja. Jednak najciekawszym faktem minionej rundy jest to, że najskuteczniejszym Polakiem nie jest ani Milik, ani Teodorczyk, ani nawet będący ostatnio w niesamowitym gazie Jakub Kosecki. Polakiem, który zdobył najwięcej bramek, jest 31-letni napastnik Lecha Poznań – Bartosz Ślusarski.
Bramka „Ślusarza” z ostatniego meczu przeciwko Koronie bardzo dobrze obrazuje nasze rozgrywki ligowe – Łukasz Trałka spróbował oddać strzał, ale był on tak niecelny, że zamienił się w podanie na długi słupek. Obrona Korony nie zamierzała zaasekurować przedpola bramki Szlakotina, więc do piłki dopadł napastnik Lecha i wślizgiem wpakował ją do siatki. W efekcie Ślusarki ma na swoim koncie osiem bramek – o dwie mniej niż liderujący „Ljubo”.

Co ciekawe, dla 31-latka to druga przygoda z „Kolejorzem”. Wychowanek Huraganu Pobiedziska do Lecha trafił w rundzie wiosennej sezonu 1999/2000. W pierwszym sezonie występów w ekstraklasie napastnik obdarzony dobrymi warunkami fizycznymi strzelił dwie bramki. Sezon 2002/2003 dla „Barta” był najlepszy w barwach poznańskiej drużyny. W 28 meczach ligowych strzelił osiem bramek. Swój rekord pobił trzy sezony później, gdy w klubie zarządzanym przez Zbigniewa Drzymałę – Groclinie Grodzisk Wielkopolski – strzelił dziesięć goli. Następnie był całkiem pomyślny sezon w portugalskiej Lieirii oraz zupełnie nieudany wyjazd do Anglii, gdzie „Ślusarz” w ogóle się nie odnalazł.
Po niepowodzeniu na Wyspach nasz bohater powrócił do ojczyzny i zasilił barwy Cracovii Kraków. W stolicy Małopolski nie spisywał się ani źle, ani dobrze, można powiedzieć na miarę jego możliwości – w ciągu dwóch lat zagrał w 37 spotkaniach, strzelając osiem bramek. I wtedy to znakomicie spisujący się w Lidze Europy Lech Poznań postanowił powiększyć swoją kadrę. Przygotowujący się do dwumeczu z SC Braga „Kolejorz” postanowił zatrudnić Ślusarskiego. Napastnik wystąpił nawet w pierwszym starciu z Portugalczykami, ale został zdjęty już po pierwszej połowie i na tym zakończył swoją przygodę z LE. Do końca sezonu zagrał jeszcze w dziesięciu pojedynkach i zdążył ukłuć dwa razy.
Poprzedni sezon był dla Ślusarskiego fatalny. W znakomitej dyspozycji był Rudnevs, który w rundzie jesiennej strzelał bramki jak szalony, a „Barta” nie omijały kontuzje. W sumie w całym sezonie zagrał w 16 meczach i nie strzelił żadnego gola. Jak na napastnika to statystyka katastrofalna. Ale zła passa w końcu się odwróciła. Mimo iż napastnik Lecha jest nieustannie wyśmiewany za słabą zwrotność i braki w technice, ma cechę, która wyróżnia go z tłumu snajperów – w jednym spotkaniu potrafi się znaleźć w kilku sytuacjach bramkowych. Inna sprawa, że przymiotnik „skuteczny” nie jest słowem, którym można opisać 31-latka. Gdyby nie to, Ślusarski miałby na koncie 16, a nie osiem goli.










