Za nami przedostania kolejka T-Mobile Ekstraklasy. Jeszcze tylko jeden weekend i kopacze z polskiej ligi będą mogli się udać na niezasłużone wakacje. W tym tygodniu na tapetę postanowiłem wziąć Zagłębie Lubin. Drużyna, która żywi się z państwowych pieniędzy, rok w rok tuła się w dolnych rejonach tabeli ekstraklasy. W tym sezonie jest podobnie. Piłkarze prowadzeni przez czeskiego szkoleniowca Pavla Hapala, mimo notowania w ostatnim czasie sporej liczby punktów, zajmują 13. lokatę z 15 punktami na koncie.
Na początek trochę faktów z zakresu geografii. Polska na swoim terenie posiada jedne z największych złóż miedzi i srebra na Ziemi. Jesteśmy zatem w czołówce państw produkujących miedź, a jeżeli chodzi o srebro, to nawet jesteśmy pierwsi. Odpowiedzialny jest za to Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi Polska S.A. – jedna z największych spółek skarbu państwa. KGHM jest również, jak powszechnie wiadomo, właścicielem klubu piłkarskiego z Lubina. Jest jego głównym dobrodziejem, co sprawia, że warunki bytowe „Miedziowych” są znakomite. Wysokie kontrakty wpływające regularnie na konto, premie, ładny stadion etc. Czy idzie to z w parze z piłkarskim rozwojem lubinian i wynikami sportowymi? Oczywiście, że nie.

Do napisania tego teksu skłoniła mnie informacja, którą w ubiegłym tygodniu na swoich łamach zamieścił „Super Express”. Dotyczyła ona zarobków trenerów w polskiej ekstraklasie. Jakie było moje zdziwienie, gdy na szczycie owego rankingu ujrzałem Pavla Hapala, który miesięcznie zgarnia 60 tysięcy złotych netto (netto!!! – dla niewtajemniczonych – na rękę). Ciśnie mi się na usta cytat z kultowych „Psów” Pasikowskiego: – Wie pan co, i to jest, k…, skandal! Można byłoby zapytać, co mnie to interesuje, ile zarabia Hapal? Niby tak, ale w przypadku klubu sponsorowanego przez państwo nie można przejść obok tego obojętnie. Niech prezes Cupiał czy prezes Walter płacą swoim trenerom, ile tylko im się podoba – to ich własne pieniądze. Nieco inaczej jest w przypadku drużyny z Dolnego Śląska.
Wydawać by się mogło, że ekipa, która ma tak stabilną sytuację organizacyjno-finansową, co sezon powinna walczyć o mistrzostwo ligi. Nic bardziej mylnego. W XXI wieku Zagłębie Lubin było mistrzem raz – w sezonie 2006/2007. Po tym sukcesie w następnym sezonie lubinianie zostali karnie zdegradowani za udział w aferze korupcyjnej. W niższej lidze spędzili sezon, po czym powrócili do ekstraklasy. Co ciekawe, nie był to jedyny wątek korupcyjny w historii „Miedziowych”. W 2005 roku mecz pomiędzy Zagłębiem a Cracovią, który decydował o ewentualnym występie lubinian w europejskich pucharach, okazał się ustawiony. W tym czasie trenerem Zagłębia był Franciszek Smuda, który jak twierdzi, nic o tym procederze nie wiedział. Lubinianom wystarczył remis – taki też wynik padł. Wystawia to ówczesnym piłkarzom z Lubina fatalną ocenę. Zamiast walczyć na boisku o swoje, woleli układać się z drużyną przeciwną i za pieniądze awansować do pucharów.












