Nie jest łatwo mówić o piłce nożnej w Polsce, ponieważ skojarzenia z polską ligą przynoszą przykre wrażenia i po głębszej analizie można dojść do bardzo niemiłych wniosków. Fakty są nieubłagane i wydaje się, że jedyne, co nam pozostało i co jeszcze nie jest w deficycie, to… nadzieja.

15. kolejka T-Mobile Ekstraklasy przyniosła nam kilka ciekawych i zaskakujących rozstrzygnięć, które warto poddać głębszej analizie. W momencie nieustających dyskusji na temat szans polskich drużyn na arenie międzynarodowej mam bowiem wrażenie, że pominięto jeden problem, który w minionej serii spotkań był bardzo widoczny. Przegrana Cracovii na własnym boisku z Koroną Kielce to pierwsze, co rzuca się w oczy, jeśli patrzymy na wyniki meczów. Od kilku kolejek wszyscy zachwycamy się pięknie grającą Cracovią, będącą jednym z nielicznych polskich zespołów, które prezentują miłą dla oka piłkę.
Wszystko byłoby świetnie, gdyby drużyna, która w oczach wielu jest pretendentem do mistrzostwa, nie przegrywała z kielecką ekipą, zajmującą 13. lokatę w tabeli. Żeby było śmieszniej, to w 1/8 finału Pucharu Polski Korona Kielce przegrała z I-ligową Arką Gdynia, i to 1:5. Rozumiem, że mecz meczowi nierówny, jednak są jakieś granice. Jeżeli to jest perełka wśród polskich zespołów, to przyznam, że nieco zanieczyszczona i popsuta. Liczę, że krakowska drużyna udowodni w najbliższym czasie, że ten ostatni pojedynek to tylko wypadek przy pracy, i będę musiał odszczekać słowa krytyki.

Kolejny mecz, który wprawił mnie w osłupienie, to starcie Podbeskidzia z Wisłą, zakończone remisem 0:0. Ten wynik to, co ciekawe, sukces…Wisły, która spokojnie mogła przegrać. Gdyby nie Miśkiewicz, który świetnie bronił, zapewne „Górale” ograłyby „Białą Gwiazdę”. Ostatnia drużyna niemal pogoniła wicelidera – to nie brzmi zbyt imponująco, jeśli weźmiemy pod uwagę, że Wisłą też długo wszyscy się zachwycali. Później przyszła pierwsza porażka, ale jednak krakowianie radzili sobie całkiem dobrze. Pozytywne wrażenie zostało po meczu z Widzewem, a kiedy Wisła pojechała do Bielska-Białej, to wszyscy mieli prawo liczyć na pewne zwycięstwo nad znacznie niżej notowaną ekipą. Stało się jednak inaczej i to Podbeskidzie zasługuje na pochwały.
Aby nie było, że czepiam się jedynie Krakowa, to następni na tapecie będą gracze Pogoni Szczecin, którzy przegrali z Widzewem Łódź. Znów ekipa ze szczytu tabeli nie potrafiła wygrać z drużyną, która robi wszystko, by spaść z hukiem do I ligi. Nie dość, że Widzew grał tuż po fatalnym meczu z Wisłą, w którym dostał porządny łomot, to jeszcze ma problemy finansowo-organizacyjne, co bardzo mocno wpływa na zawodników. Pogoń, która nie przegrała od trzech spotkań, w końcu znalazła swojego pogromcę…Widzew Łódź. Brawo!












