I kto powie, że ekstraklasa jest nudna? No kto? Kto się odważy zdyskredytować popisy Arkadiusza Milika i Jakuba Koseckiego. Kto przewidział zwycięstwo 4:0 Lecha Poznań z rewelacyjnym Piastem Gliwice? Kto brał pod uwagę porażkę Widzewa na własnym stadionie z Pogonią Szczecin? Jeśli ktoś na wszystkie pytania odpowiedział tak, to opcje są dwie: albo czyta ten tekst, siedząc w zakładzie psychiatrycznym (lub powinien tam być), albo jest futbolowym medium.
Poziom ligi polskiej, jaki jest, każdy widzi. Nie wymagamy jednak od naszych piłkarzy cudów, wymagamy od nich umiejętności generowania ponadprzeciętnych emocji. Nie chodzi o emocje związane z ustawianiem meczów, mordobiciem na boisku, zamieszkami na trybunach czy nagłą wycieczką grupki ekshibicjonistów z trybun na murawę. Chodzi o emocje związane z walką na boisku, drżeniem o wynik, niespodziewane wzloty i zaskakujące upadki. Właśnie to zafundowali nam piłkarze w ostatniej kolejce ekstraklasy.

Zdarzały się w polskiej piłce sezony, w których emocji było nie więcej niż podczas konsumowania bułki ze szpinakiem podczas śniadania. Wiadomo, skoro nie ma nic innego, to i bułkę ze szpinakiem da się zjeść. Były też takie czasy, kiedy szpinak był luksusem i trzeba było się zadowolić samą bułką. Nie wrócą już czasy, kiedy zwycięstwo ostatniego w tabeli Orlenu Płock z pierwszą Legią Warszawa jest jasne jak słońce, bo Legii i tak nie dogoni grupa pościgowa, a Orlen dzięki temu odbije się od dna (mecz odbył się w sezonie 2000/2001). Nie ma też spotkań takich jak legendarny pojedynek Zagłębia Lubin z Cracovią Kraków, za które posypało się nawet kilka wyroków. Teraz o punkty trzeba walczyć.
Mówią, że walka to nie wszystko. Mówią, że samą ambicją się nie wygra, choć można nią nieco zniwelować pewne braki. Jeśli jednak wola walki nie jest sposobem na osiągnięcie dobrego wyniku (przynajmniej w lidze polskiej), to co w górnych rejonach tabeli robi Piast Gliwice? Je szpinak?
W sytuacjach, kiedy na boisku walka wre o każdy centymetr boiska, szlifują się diamenty. Kiedy piłkarz jest już oszlifowany walką, kreuje się gwiazda. Jeśli spojrzymy na ligę polską, to można odnieść nieodparte wrażenie, że właśnie kreują się gwiazdy Jakuba Koseckiego i Arkadiusza Milika, a szlifują się w szybkim tempie talenty Mariusza Stępińskiego, Jakuba Bartkowskiego czy Dominika Furmana. Taką ligę chce się oglądać, choć może nie zobaczymy w niej bajecznych dryblingów w stylu brazylijskim czy akcji konstruowanych z wielkim polotem w stylu hiszpańskim. Nie dostrzeżemy wielkich nazwisk, cudownych bramek, genialnych zagrań. Zobaczymy za to walkę w wykonaniu piłkarzy, których możemy oglądać na co dzień, z którymi możemy się identyfikować, których lubimy lub nie, ale nie jesteśmy wobec nich obojętni. W końcu możemy powiedzieć, że piłkarze grający w lidze polskiej nie oszukają swoich kibiców.











