Mimo że Legia na własne życzenie zremisowała wygrany niemal mecz z Wisłą, to jednak potężne konsorcjum Leśniodorskiego prawdopodobnie ma już wystarczającą przewagę nad rywalami, by po podziale punktów dobrnąć szczęśliwie do końca sezonu i utrzymać się na prowadzeniu. Długi peleton ligowych przeciętniaków goniących Legię tak naprawdę nie powinien sprawić, by warszawski klub mógł się obawiać czegokolwiek.

Wystarczy popatrzeć na Wisłę, która choć potrafiła upokorzyć wręcz konsekwencję zawodników Heninga Berga, to jednak traci punkty z rywalami często przeciętnymi, którzy poza kilkoma meczami z rzędu spisują się dość słabo. Mam na myśli Ruch Chorzów, który rzeczywiście poczynił głęboki postęp za trenera Kociana. Drużyna zdobyła przypadkowe zwycięstwo z Jagiellonią oraz derbowe nad osłabionym już i będącym bez dobrej formy Górnikiem czy też Widzewem, który już może pakować się w rejs ku pierwszej lidze.
Poza dwoma wyżej wymienionymi zespołami mamy dodatkowo Lech Poznań, który za trenera Rumaka raczej nie galopuje, a co chwilę potrafi nadziać się na przeszkodę pokroju, również wspomnianego już, słabiutkiego Widzewa. Choć potencjał jak na nasze ligowe standardy mają spory, to jednak nie można bić się o mistrzostwo, jeśli traci się punkty z niemal pewnym spadkowiczem prowadząc 2:0, lub liczyć na cud, jakim był ostatnio gol Możdżenia z Podbeskidziem, spadkowiczem potencjalnym. Totalny zawód musi panować z pewnością także w Zabrzu – Górnik przezimował na pozycji wicelidera, a teraz matematyka może ukarać „Trójkolorowych” spadkiem nawet do drugiej ósemki ligowej rzeczywistości. Oby nowy trener, który doświadczenie zbierał w Stanach był nieco bardziej zdolny w swoich działaniach niż Ryszard Wieczorek, którego przygody z Górnikiem są epopeją nieporadności.
Nic więc nie stoi Legii na przeszkodzie, by i tym razem mogła bezpiecznie zacumować w porcie o nazwie „Mistrzostwo”. Zdecydowanie barwniej może rozwijać się sytuacja w środku tabeli, gdzie kilka zespołów walczy o utrzymanie w pierwszej ósemce, z kolei kilka innych ma apetyty, by te pierwsze z tego miejsca wyrzucić. Coraz odważniej w górę zaczynają patrzeć piłkarze Cracovii, którzy pokonali bezpośredniego konkurenta w walce o bezpieczne lokaty, czyli Jagiellonię. To samo uczynił gliwicki Piast, który przerwał zwycięską serię chorzowskiego Ruchu, i to na wyjeździe. Swoje cele planuje także zrealizować Lechia Gdańsk, która z początku sezonu wydawała się pewniakiem do czołowej ósemki, ale kilka niezbyt dobrych wyników zrzuciło ją z piedestału. Także kielecka Korona nie ma nic do stracenia tym bardziej, że ostatnie 4 mecze zagra bezpośrednio z rywalami ze środka tabeli: Jagiellonią, Pogonią, Ruchem i Cracovią.











