Spadkowicze z T-Mobile Ekstraklasy są już praktycznie znani. Los Podbeskidzia Bielska-Białej i GKS-u Bełchatów wydaje się przesądzony i tylko jakiś nagły kataklizm mógłby sprawić, że te ekipy nie występowałyby w rozgrywkach I ligi. Abstrahując od tego faktu, trzeba przyznać, że ostatnie drużyny ekstraklasy obecnie prezentują się bardzo przyzwoicie. Szczególnie ekipa „Brunatnych” targana problemami organizacyjno-finansowymi sprawiła spore zaskoczenie – w pierwszych trzech meczach trzykrotnie remisowała, nie tracąc przy tym żadnej bramki. Dodać trzeba, że mimo wszystko rywali miała niczego sobie.
Duża rewolucja kadrowa (w zimie z zespołu GKS-u Bełchatów odeszło siedmiu zawodników pierwszego zespołu), jak się okazało, przyniosła bardzo zaskakujący skutek – bełchatowianie zaczęli grać w piłkę. Podstawą każdej drużyny piłkarskiej jest defensywa z solidnym golkiperem na czele. Tak jest właśnie w drużynie „Brunatnych”. Emilijus Zubas, który w przerwie między rundami próbował swoich sił na testach w warszawskiej Legii, ostatecznie trafił do drużyny Bełchatowa. Były mistrz Litwy z Ekranasem Poniewież i młodzieżowy reprezentant kraju w czerwonej latarni ligi spisuje się nad wyraz dobrze. Czyste konto w trzech pierwszych meczach musi robić wrażenie. Młody Litwin ma wszystko, co powinno charakteryzować dobrego bramkarza: dobre warunki fizyczne (ponad 190 cm wzrostu), znakomity refleks (parada po główce Stępińskiego) i spokój, który oddziałuje na resztę defensywy. Bardzo prawdopodobne jest to, że w przyszłym sezonie Zubas znajdzie się w o wiele lepszym klubie niż Bełchatów i to niekoniecznie w Polsce.

Kolejnym dużym zaskoczeniem w grze drużyny prowadzonej przez Kamila Kieresia jest postawa formacji defensywnej. Jeszcze w poprzedniej rundzie Maciej Wilusz był jednym z najgorszych zawodników ostatniego w tabeli Bełchatowa, a teraz bardzo przyzwoicie dyryguje poczynaniami swojej obrony. Wtóruje mu w tym Seweryn Michalski. 19-letni wychowanek GKS-u wskoczył do wyjściowej jedenastki i szybko swojego miejsca pewnie nie odda. Zero straconych goli w meczach z Wisłą, Legią i Widzewem wystawia bardzo pozytywną opinię bełchatowskim defensorom. Oprócz stoperów dobrą robotę wykonują skrajni obrońcy. Rafał Kosznik, który przybył z Warty Poznań, i Adrian Basta pozyskany z Polonii Bytom pokazują, że nawet piłkarze ze słabych pierwszoligowych zespołów mogą grać w ekstraklasie na przyzwoitym poziomie. Nie wystawia to dobrej cenzurki naszej najwyższej klasie rozrywkowej. Cóż… Jak się nie ma, co się lubi…
Całkiem sprawnie idzie też drużynie trenera Kieresia rozgrywanie piłki. Zespół złożony z pięciu pomocników, który swoją grę oparł na skrzydłowych Łukaszu Madeju i Mateusz Maku bardzo sprawnie operuje futbolówką w środku boiska, po czym przerzuca ją na skrzydło, skąd akcję próbują stworzyć wcześniej wymienieni gracze. Ostatnia drużyna w tabeli ekstraklasy nie stosuje taktyki długiej lagi „na chaos”, tylko stara się stworzyć zagrożenie od podstaw. Rachwał, Sawala i Wacławczyk, mimo iż nie są wybitnymi jednostkami, to w grupie potrafią coś zdziałać. Inną sprawą jest to, że tych zagrożeń jak na razie nie ma kto wykorzystać.










