Nadeszło lato. Weekend majowy przyniósł ponad 30 stopni w skali Celsjusza. To jednak mało, bo za chwilę będzie więcej. Może już nie w skali Celsjusza, ale temperatura podczas ostatnich meczów T-Mobile Ekstraklasy będzie jeszcze wyższa. Krew w żyłach kibiców będzie wrzała.
Co zachęca kibica do oglądania polskiej piłki? Kiedyś była to fascynująca zdolność przewidywania, kiedy najsłabsza drużyna w lidze może pokonać najlepszą. Potem była to możliwość obserwowania, jak za pomocą własnych nóg można uzyskać guza na własnej głowie. Dziś jednak, po raz pierwszy od wielu lat, zupełnie co innego ciągnie kibiców na stadiony. Nie chodzi tu nawet o piękną Pepsi Arenę, nowy stadion we Wrocławiu czy długo oczekiwany spadek Cracovii. Po raz pierwszy od bardzo dawna rywalizacja o tytuł mistrza Polski zapiera dech w piersiach.

Pamiętacie, kiedy ostatnio pięć drużyn walczyło o mistrzostwo Polski na dwie kolejki przed końcem sezonu? I nie chodzi tu o teorię czy matematykę, tylko o rzeczywiste szanse na końcowy triumf. Dziś każdy z piątki: Legia, Śląsk, Ruch, Lech i Korona, może zdobyć tytuł. Dwa punkty straty to tyle co nic.
Czego możemy się spodziewać po najbliższych meczach? Już w czwartek lider z Warszawy zmierzy się na wyjeździe z walczącą o utrzymanie Lechią Gdańsk i niewykluczone, że punkty zostaną na Pomorzu. Przeciętny Śląsk będzie grał z Jagiellonią Białystok, która urwała dwa oczka Legii. Ruch Chorzów pojedzie do Krakowa, by powalczyć ze zdegradowaną, ale walczącą o honor Cracovią. Wydaje się, że najłatwiejsze zadanie mają Korona i Lech, czyli dwa kluby na tę chwilę najbardziej oddalone od tytułu mistrzowskiego. Zmierzą się one odpowiednio z Widzewem i Podbeskidziem, które wygodnie rozsiadły się w okolicach środka tabeli i nic ich stamtąd już nie ruszy. W ostatniej kolejce powinno być więc gorąco jak w piekle.
Znów łatwo powinien mieć Lech, który stanie w szranki z Widzewem Łódź. Trudniej będzie miał Śląsk, który spotka się z Wisłą Kraków. Ruch Chorzów podejmie na własnym stadionie Lechię Gdańsk. A lider? Legia będzie miała najtrudniej. Warszawianie zmierzą się z jednym z zespołów z magicznej piątki, Koroną Kielce.
Wygląda na to, że kibice w najbliższy weekend będą zmieniać kanały i zamiast oglądać ligę angielską czy hiszpańską, włączą… polską. Osobiście śledzę naszą ekstraklasę od niemal 20 lat i nie przypominam sobie, żeby kiedyś doszło do czegoś takiego. Nie można tego oczywiście mylić ze wzrostem poziomu naszej piłki kopanej, bo to coś zupełnie innego, ale fakt faktem, że kibice w końcu interesują się tym, co dzieje się na polskich boiskach, a nie tym, gdzie by tu wywołać zadymę.











