Nadal nie ma mocnych w Bundeslidze na piłkarzy Bayernu Monachium. W sobotę podopieczni Pepa Guardioli skromnie – ale zasłużenie – pokonali Herthę 1:0. Spójrzcie, co pozostanie nam w pamięci po wczorajszej wizycie w Berlinie.
1. Bramka Robbena
Bawarczycy – jak to ma miejsce w zasadzie w ich każdym spotkaniu ligowym – w pojedynku z Herthą prowadzili grę i zdecydowanie przeważali. Wystarczy spojrzeć na pomeczowe statystyki, w których rzucają się w oczy przede wszystkim dwie pozycje – 78% posiadania piłki i 15 oddanych strzałów na bramkę Thomasa Krafta. Na nic zdałaby się jednak ta statystyczna przewaga Bayernu, gdyby nie błysk geniuszu dwójki Thomas Mueller – Arjen Robben. W 27. minucie reprezentant Niemiec fantastycznie zagrał piętą do Holendra, a ten ładnie przymierzył z 18 metrów, nie dając większych szans na skuteczną interwencję golkiperowi gospodarzy. Już teraz można zaryzykować, że wczorajsze trafienie znajdzie się w zestawieniu 15 najładniejszych bramek rundy jesiennej Bundesligi. Robben miał zresztą wczoraj swój dobry dzień, bo oprócz zdobytego gola zanotował też w swojej drużynie najwięcej kluczowych podań, po których jego koledzy z zespołu uderzali na bramkę (4) oraz był ex aequo na pierwszym miejscu w swojej ekipie pod względem liczby oddanych strzałów (wspólnie z Muellerem i Lewandowskim).
2. Nieskuteczność Lewandowskiego
A propos wczorajszego występu Polaka. Rzadko zdarza się w lidze niemieckiej, by Robert Lewandowski, mając w całym spotkaniu kilka dobrych sytuacji, ani razu nie trafił do siatki. W sobotę już w pierwszej akcji meczu „Lewy” mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale wyraźnie przestrzelił. Później w drugiej połowie miał jeszcze trzy dobre szanse na podwyższenie końcowego rezultatu, ale za każdym razem albo brakowało precyzji, albo dobrze bronił Thomas Kraft. Polak po spotkaniu winę za słabszą dyspozycję dnia zrzucał na środowy pojedynek w Champions League z Manchesterem City. – Tuż po rozgrywkach Ligi Mistrzów zawsze gra się trudno. Tak było i tym razem w Berlinie. Tym bardziej że warunki na boisku nie były optymalne do gry w piłkę – powiedział na gorąco po meczu.
3. „Polska, biało-czerwoni” pod stadionem
Występ Bayernu w stolicy Niemiec ściągnął na Stadion Olimpijski znacznie więcej sympatyków futbolu niż zazwyczaj. – Cieszymy się tym wielkim zainteresowaniem, nawet jeśli – z czego zdajemy sobie sprawę – większość fanów przyszła dzisiaj tutaj głównie z powodu Schweinsteigera, Boatenga i spółki – mówił cytowany w oficjalnym programie meczowym prezydent Herthy Werner Gegenbauer.
https://twitter.com/bavarian_atk/status/538714358004473856
Potwierdzeniem jego hipotezy mogą być liczby z wcześniejszych spotkań rozgrywanych przez podopiecznych Josa Luhukaya. W tym sezonie najmniej kibiców na meczu w Berlinie pojawiło się przy okazji pojedynku z Hannoverem (30 710 osób), niewiele więcej oglądało na żywo spotkanie z Wolfsburgiem. W sobotę z kolei obiekt był wypełniony do ostatniego miejsca (pojemność stadionu po modernizacji to 76 197 widzów). W gronie osób, które zdecydowały się obejrzeć mecz, znalazło się również sporo Polaków. Nasz język ojczysty był drugim dominującym w kolejkach do wejścia na trybuny, nic w tym jednak dziwnego. Bliska odległość z Polski, dogodne możliwości transportu i występ Roberta Lewandowskiego to wystarczające powody, by andrzejkowy weekend spędzić w stolicy naszych zachodnich sąsiadów. Po meczu doszło nawet do tego, że pod stadionem minęliśmy sporą grupkę naszych rodaków, którzy drogę do przystanku metra umilali sobie, śpiewając przyśpiewki znane z meczów naszej reprezentacji. A że piwo tego wieczoru ze stadionowego cateringu schodziło jak świeże bułeczki, to i później ochota do śpiewania „Polska, biało-czerwoni” stawała się dużo większa.









