Powiem szczerze – wiele sobie obiecywałem po tym meczu. Między innymi to, że to jest właśnie ten dzień, kiedy w tryby maszyny z Monachium wsypana zostanie garść kamieni. Niestety, Roger Schmidt w ręce miał tylko piasek.Bayer dał z siebie 110 procent i to nie ulega żadnej wątpliwości. Ciekawe, jak potoczyłby się mecz, gdyby odrobinę mocniej piłkę nad Neuerem przerzucił Bellarabi albo sędzia nie dostrzegł pięciocentymetrowego spalonego Sona pod koniec pierwszej połowy. W ogóle pierwszą część bardzo dobrze się oglądało, choć sytuacji podbramkowych było niewiele. Przyjemnie patrzyło się jednak na agresywny pressing gości, ich szybkie wymiany piłki i próby zagrożenia monachijczykom. Bayern starał się grać swoje, ale osamotniony w środku pola Alonso nie mógł regulować gry, a do tego ustawienie Götzego na szpicy kompletnie zaburzyło rytm gry Lewandowskiego i Müllera, którzy mieli biegać na skrzydłach.
Po przerwie „Bawarczycy” wrzucili nie tyle drugi, co trzeci bieg. Pomogła w tym przede wszystkim zmiana Götzego na Rodego, co ustabilizowało sytuację w środku pola i odebrało niemal wszystkie atuty Bayerowi. Nikt chyba nie spodziewał się, że podopieczni Schmidta stracą gola po rozegraniu z rzutu rożnego. Zaspał Bender, kompletnie niekryty był Ribery i katastrofa gotowa. Francuz strzelił setnego gola dla Bayernu i jednocześnie dał sygnał do ataku. Bayern usiadł na rywalach i dążył do zdobycia kolejnych bramek. Najbliżej był po szybkim rozegraniu rzutu wolnego przez Alonso. Najpierw jednak kapitalnie interweniował Jedvaj, a potem pudło miesiąca zanotował Lewandowski.
Stracony gol demotywująco podziałał na gości, którzy od tego momentu mieli nie tylko problemy ze stworzeniem zagrożenia w okolicach bramki Neuera, ale nawet z przedarciem się na połowę Bayernu. Swoją frustrację postanowił w końcówce wyładować Bellarabi, który za brutalny faul na Rodem powinien wylecieć z boisku. Wślizg po uprzednim wyskoku został ukarany tylko żółtą kartką i był to jedyny błąd sędziego. Trzeba powiedzieć, że Knut Kircher bardzo dobrze prowadził te zawody. Nie mylił się i zdecydowanie czuł grę, nie przeszkadzał piłkarzom.
Bilans Bayernu jest niewiarygodny – 11 zwycięstw, trzy remisy, 33:8 w bramkach. W rubryce „porażki” okrągłe zero, które prawdopodobnie już nie ulegnie zmianie do końca roku. Przed zespołem Guardioli pojedynki z: Augsburgiem, Freiburgiem i Mainz. Mimo że pierwsza z tych drużyn zajmuje trzecie miejsce w lidze i zwykle była niewygodnym rywalem dla monachijczyków, to raczej nie mamy co się łudzić. Następne poważne wyzwanie przed Bayernem dopiero w styczniu, kiedy pojedzie do Wolfsburga.
***
A wspomniany Wolfsburg nie odpuszcza i utrzymuje siedmiopunktową stratę do lidera. Dziś trzema bramkami udokumentowali różnicę klas pomiędzy nimi a Hannoverem, choć gospodarze tuż przed przerwą doprowadzili do remisu. „Wilki” do zwycięstwa poprowadzili: Perisić (trzy asysty), de Bruyne (gol i kluczowe podanie) oraz dwaj rezerwowi, którzy strzelili po golu niedługo po tym, jak pojawiali się na boisku – Dost i Arnold. Ekipa Heckinga naprawdę może być w tym sezonie drugą siłą w Niemczech, jeśli tylko żaden z kluczowych piłkarzy nie wypadnie. A kto wie, może Allofs powalczy o jakieś wzmocnienia zimą?









