Cztery lata temu chwalił go Gary Lineker, dzisiaj musi odbudowywać się w PKO Ekstraklasie. Jak na razie wychodzi mu to bardzo dobrze, jednak nie tak miała się potoczyć jego kariera. W końcu po czterech latach posuchy Bartosz Kapustka zaczyna się odbudowywać i zgłaszać aspirację do reprezentacji. Pomocnik Legii wiele już przeżył, najwyższy czas, aby wreszcie ustabilizować formę i zaistniał w futbolu.
Co prawda, to nie on był bohaterem spotkania Legii z Lechią, jednak pokazywał przebłyski swojej dobrej formy. Były fragmenty, gdzie brał piłkę i tworzył okazję kolegom z zespołu. Wykazywał się też niebanalną techniką. Szkoda, że dopiero po czterech latach przypomniał nam o niej, ale wiadomo lepiej późno niż wcale. Zobaczył z ławki, a raczej z trybun jak wygląda piłka na najwyższym poziomie, pora, aby to on zaczął brylować i zachwycał kibiców.
Jednowymiarowa Legia
To nie był wielki mecz Legii. Napisalibyśmy taki typowy dla „Wojskowych”. Bez szału, ale wynik mieli cały czas pod kontrolą i ani przez chwilę zwycięstwo nie było zagrożone. Legia powinna już wcześnie przypieczętować zwycięstwo, a nie czekać ze wbiciem gwoździa do trumny do ostatniej minuty, Oszczędziliby słabiutkiej Lechii złudzeń o punktach, których tak bardzo potrzebują.
Fakty są jednak takie, że Legia dominowała przez większość meczu. W pierwszej połowie kilkoma akcjami zabłysnął Bartosz Kapustka, który grał na nietypowej dla siebie pozycji. Czesław Michniewicz zdecydował się wystawić byłego zawodnika Leicester jako środkowego pomocnika. Trzeba przyznać, że zdało to egzamin. Choć bramki ani asysty Bartosz Kapustka nie zanotował, to był jednym z lepszych piłkarzy na boisku.
Pierwszą bramkę dla „Wojskowych” zdobył nie kto inny jak Tomas Pekhart. Człowiek, od którego uzależniona jest Legia. Ile razy już widzieliśmy ten schemat. Skrzydłowy lub boczny obrońca dośrodkowywuje, a Czech idealnie odnajduje się w polu karnym i pakuje piłkę do siatki. Ktoś powie, że przydałoby się trochę urozmaicić grę. Jasne, ale póki to działa i przynosi efekty, to czemu tak nie grać. Legia ma w końcu upragnionego lidera i postara się nie oddać go już do końca sezonu. Wynik spotkania w ostatniej minucie potwierdził Rafa Lopes, dobijając piłkę do bramki. Ostatecznie stołeczna drużyna pokonała gości z Gdańska 2:0.
Sen o wielkiej piłce
Gdy Bartosz Kapustka wyjeżdżał z Polski, był jednym z bardziej rozpoznawalnych polskich piłkarzy. Mistrzostwa Europy go tak zbudowały, że nawet niedzielny kibic wiedział, kto to Bartek Kapustka. Na tym „hypie” wyjechał w wielki świat, do City. Przecież nie można odmówić ówczesnemu mistrzowi Anglii i Claudio Ranieriemu. Pewnie wierzył, że uda mu się od razu przebić do składu „Lisów” i regularnie grać w Premier League. No niestety, często jest tak, że młodzi odbijają się od zachodniego futbolu. Podobnie stało się w przypadku Bartosza Kapustki.











