W cieniu katastrofy polskiego samolotu, na Półwyspie Iberyjskim rozegrano Gran Derbi. W meczu na szczycie Primera Division lepsi okazali się obecni mistrzowie, czyli Barcelona, ogrywając w Madrycie Real 0:2.

Na chwilę przed spotkaniem na Estadio Santiago Bernabeu kibice, razem z zawodnikami i działaczami, uczcili symboliczną minutą ciszy tragicznie zmarłych w sobotni poranek Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką oraz wieloma działaczami politycznymi i innymi ważnymi osobistościami państwa polskiego. Moment ten był zapewne szczególnie ważny dla polskiego bramkarza Jerzego Dudka, zasiadającego na ławce rezerwowych Realu Madryt. W trakcie meczu zauważyć mogliśmy, że na ramieniu każdego zawodnika zawiązana była czarna wstążka na znak hołdu poległym w katastrofie pod Smoleńskiem.
Pojedynek rozpoczął się bardzo spokojnie, zapewne obie ekipy chciały wybadać, w jakiej dyspozycji znajduje się przeciwnik i z racji tego gra toczyła się głównie w środku pola. Dopiero po kilku minutach gry mogliśmy zobaczyć, że Barcelona przesunęła się bliżej pola karnego Casillasa, a madrytczycy co kilka minut wyprowadzali groźne kontry, w których szalał Cristiano Ronaldo. Taki obraz gry widniał na boisku dość długo, a przerywał go jedynie gwizdek sędziego Mejuto Gonzaleza, który co chwila dawał komuś upomnienie bądź pokazywał żółtą kartkę, których to – szczególnie w pierwszej fazie meczu – nie brakowało. Z czasem Ronaldo zmęczył się ciągłym bieganiem po boisku i po około 25 minutach gry to „Barca” atakowała, a Real musiał się bronić. Obrona jednak nie dawała sobie rady z natrętnie atakującymi zawodnikami Barcelony, gdyż już w 32. minucie dała się wymanewrować podopiecznym Pepa Guardioli i tym samym straciła gola.

Xavi ujrzał lukę między obrońcami z Madrytu i posłał tam górną piłkę do Messiego, Argentyńczykowi pozostało jedynie oddać strzał na bramkę i tym samym wyprowadzić przyjezdnych na prowadzenie. Po tej sytuacji gospodarze wzięli się do pracy i już po kilku minutach mógł być remis, jednak piłka uderzona głową przez Raula Albiola minimalnie minęła bądź też otarła się o bramkę Valdesa. Taki wynik utrzymał się do przerwy i tym samym do szatni jedni schodzili z uśmiechem na twarzy, a drudzy z zasępieniem i marzeniami o pozytywnej drugiej części meczu.










